Wojna nie ma w sobie nic z kobiety – Swietłana Aleksijewicz

01Sier17

Rewelacyjna książka, warta przeczytania.

Kiedy mówią kobiety, nie ma albo prawie nie ma tego, o czym zwykle czytamy i słuchamy: jak jedni ludzie po bohatersku zabijali innych i zwyciężyli. Albo przegrali. Jaki mieli sprzęt, jakich generałów. Kobiety opowiadają inaczej i o czym innym. „Kobieca” wojna ma swoje własne barwy, zapachy, własne oświetlenie i przestrzeń uczuć. Własne słowa. Nie ma tam bohaterów i niesamowitych wyczynów, są po prostu ludzie, zajęci swoimi ludzkimi-nieludzkimi sprawami. I cierpią tam nie tylko ludzie, ale także ziemia, ptaki, drzewa. Wszyscy, którzy żyją razem z nami na tym świecie. Cierpią bez słów, a to jest jeszcze straszniejsze…
Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie: „Dlaczego tak jest?”. Dlaczego kobiety wywalczyły i obroniły swoje własne miejsce w świecie, dawniej wyłącznie męskim, a nie potrafiły obronić własnej historii? Swoich własnych słów i uczuć? Nie uwierzyły samym sobie.

Powiedziałabym wręcz, że „kobieca” wojna jest straszliwsza niż „męska”. Mężczyźni chowają się za historią, za faktami, wojna pociąga ich jako działanie i konflikt idei, interesów, a kobiety wychodzą od uczucia.

O czymkolwiek mówią kobiety, stale obecna jest u nich jedna myśl: wojna to przede wszystkim morderstwo, a poza tym – ciężka praca. No i także zwyczajne życie: śpiewały, zakochiwały się, kręciły papiloty.
A sednem zawsze jest to, że tak ciężko umierać i tak nie chce się umierać. A jescze ciężej – zabijać, i tego jeszcze bardziej się nie chce, bo kobieta daje życie. Przynosi w darze. Długo nosi je w sobie, donasza. Zrozumiałam, że kobietom trudniej przychodzi zabijanie…

On był kaemistą, ona łączniczką. Ledwie przyszłam, mężczyzna od razu wysłał żonę do kuchni: „Zrób nam coś do jedzenia”. Już się woda zaczęła gotować, już kanapki gotowe, kobieta siada z nami, a móż od razu do niej „A gdzie truskawki? Płody naszej działki”. Dopiero na moją wyraźną prośbę ustąpił niechętnie miejsca żonie, przykazując jej: „Mów, jak cię uczyłem. Bez lamentów i tych wszystkich kobiecych głupstw: chciałam ładnie wyglądać, płakałam, kiedy mi ścieli warkocz”. Potem przyznała mi się szeptem: „Całą noc siedział ze mną nad tomem Historii Wielkiej Wojny Narodowej. Bał się o mnie. Teraz też boi się, że niepotrzebnie coś sobie przypomnę. Że opowiem nie tak, jak trzeba”.

Kilka razy odsyłały mi po przeczytaniu tekst z uwagą: „Nie pisz o drobiazgach… Pisz o naszym wielkim Zwycięstwie…”. A „drobiazgi” to jest akurat to, co dla mnie jest najważniejsze – ciepło i niepowstrzymany bieg życia: kępka włosów zamiast warkocza, kotły z gorącą kaszą i zupą, których nie ma komu jeść, bo ze stu żołnierzy po walce zostało siedmiu. Albo to, jak po wojnie chodzły na targ i nie mogły patrzeć na czerwone stragany z mięsem… Nawet na czerwony kreton… „Oj, kochana, nie znajdziesz w moim domu nic czerwonego, choć już minęło czterdzieści lat. Od wojny nienawidzę czerwonego koloru”.

Tylko żebyś się nie wygadała. Powiem ci w tajemnicy… Przyjaźniłam się z Oksaną, która była z Ukrainy. Od niej po raz pierwszy usłyszałam o strasznym głodzie na Ukrainie. O Hołodomorze. W ich wsi umarłą połowa ludzi. Umarli wszyscy jej młodsi bracia, tato i mama, a ona ratowała się dzięki temu, że w nocy kradła koński nawóz w stajni kołchozowej i jadła. Nikt nie był w stanie go jeść, a ona mogła: „Ciepłego nie da się wziąć do ust, ale zimny można. Lepiej zamarznięty, pachnie sianem”. Mówiłam: „Oksana, towarzysz Stalin walczy… Niszczy szkodników, ale jest ich wielu”. A ona mi na to: „Nie. Głupia jesteś. Mój tato był nauczycielem historii, mówił mi: >>>Kiedyś towarzysz Stalin odpowie za swoje zbrodnie<<<…"
Chciałam iść do komisarza… Wszystko opowiedzieć. Bo może Oksana jest wrogiem? Szpiegiem? Po dwóch dniach zginęła w walce. Nie został nikt z jej krewnych, nie było kogo zawiadomić o śmierci…

„Nam, starym, trudno żyć… Ale cierpimy nie z powodu małych, poniżających emerytur. Najbardziej boli to, że zostaliśmy wygnani z wielkiej przeszłości w nieznośnie małą teraźniejszość. Już nikt nas nie zaprasza na spotkania w szkołach, w muzeach, już nie jesteśmy potrzebni. Nie ma nas już, a jeszcze żyjemy. To straszne – przeżyć swój czas…”

„Atakujemy… pierwsze osiedla niemieckie… Jesteśmy młodzi. Silni. Cztery lata bez kobiet. W piwnicach jest wino. Zakąska. Łapaliśmy niemieckie dziewczęta i… Dziesięci gwałciło jedną… Kobiet brakowało, bo ludzie uciekali przed Armią Radziecką, to braliśmy i całkiem młodziutkie. Dwunasto-, trzynastoletnie… Dziewczynki… Jeśli płakała, tośmy bili, czymś zatykali jej usta. Ją to bolało, a nas to śmieszyło. Teraz nie rozumiem, jak mogłem. Chłopak z kulturalnej rodziny… Ale to byłem ja…
Jedno, czegośmy się wtedy bali, to tego, żeby nasze dziewczyny się o tym nie dowiedziały. Nasze pielęgniarki. Przed nimi było nam wstyd…”

„Doszłam z wojskiem do Berlina…
Wróciłam do swojej wsi z dwoma Orderami Chwały i z medalami. Pożyłam trzy dni, a na czwarty mama budzi mnie i mówi: >>>Córeczko, zebrałam Ci rzeczy w węzełek. Uciekaj, odejdź stąd… Masz dwie młodsze siostry, dorastają. Kto je za mąż weźmie? Wszyscy wiedzą, że byłaś cztery lata na wojnie, z mężczyznami…<<<
Niech pani zostawi w spokoju moją duszę. Niech pani napisze tak jak inni, o moich medalach…"

„Wielu z nas wierzyło…
Myśleliśmy, że po wojnie wszystko się zmieni… Że Stalin zaufa swojemu narodowi. Ale jeszcze wojna się nie skończyła, a już transporty ruszyły do Magadanu. Pociągi ze zwycięzcami… Aresztowano tych, którzy byli w niewoli, przeżyli niemieckie obozy, których Niemcy wywieźli na roboty – wszystkich, którzy widzieli Zachód. Którzy mogli opowiedzieć, jak tam ludzie żyją. Że bez komunistów. Jakie są tam domy i jakie drogi. O tym, że nigdzie nie ma kołchozów…
Po zwycięstwie wszyscy umilkli. Milczeli i bali się, jak przed wojną…”

Nazajutrz miałyśmy pokazać, jak umiemy strzelać, jak maskować się w terenie. Strzelałyśmy dobrze, lepiej nawet niż mężczyźni, których odwołano z pierwszej linii na dwudniowe kursy i którzy bardzo się dziwili, że wykonujemy ich robotę. Pewnie po raz pierwszy widzieli kobiety w roli strzelców wyborowych. Po strzelaniu – maskowanie w terenie… Pułkownik przyszedł, chodzi, ogląda polanę, potem wszedł na jeden wzgórek – nic nie widać. A wtedy wzgórek pod nim zaczyna błagać: „Oj, towarzyszu pułkowniku, już nie mogę, ciężko”. Oj, co to śmiechu było! Nie mógł uwierzyć, że można się tak dobrze zamaskować. „Teraz – mówi – cofam te słowa o dziewczynkach”. Ale i tak się męczył. Długo nie mógł się do nas przyzwyczaić…

Miałam dziewiętnaście lat, kiedy dostałam medal „Za Odwagę”. Miałam dziewiętnaście lat, kiedy posiwiałam. Miałam dziewiętnaście lat w ostatnim starciu, kiedy przestrzelili mi oba płuca – druga kula przeszła między dwoma kręgami. Sparaliżowało mi nogi. Tak że wpisano mnie na listę zabitych…
Dziewiętnaście lat…. Mam dzisiaj wnuczkę w tym wieku. Patrzę na nią i nie wierzę. To dziecko!
Kiedy przyjechałam do domu z frontu, siostra pokazała mi zawiadomienie o mojej śmierci… Pochowali mnie…

Podwożono na starych ciężarówkach pospolite ruszenie. Starców i chłopców. Wydawano po dwa granaty i wysyłano do walki bez karabinu, karabin trzeba było zdobyć w walce. A po walce nawet nie było kogo opatrywać. Wszyscy ginęli…

Zimą koło naszej jednostki prowadzono jeńców niemieckich. Szli przemarznięci, z podartymi kołdrami na głowie, w popalonych płaszczach. A mróz był taki, że ptaki spadały w locie. Zamarzały. W tej kolumnie jeńców szedł jakiś żołnierz… Chłopiec… Na twarzy zamarzły mu łzy… A ja wiozłam na taczkach chleb do stołówki. On nie może oderwać oczu od taczek, nie widzi mnie, tylko te taczki. Chleb… CHLEB>>> Biorę jeden bochenek, odłamuję kawałek i daję Niemcowi. On bierze… Bierze i nie wierzy…. Nie może uwierzyć… Nie wierzy!
Byłam szczęśliwa… Byłam szczęśliwa, że nie mogę nienawidzić. Sama sobie się wtedy dziwiłam…

-Mamo, co to znaczy: „tata”?

Polecam tę ksiażkę.

Reklamy


No Responses Yet to “Wojna nie ma w sobie nic z kobiety – Swietłana Aleksijewicz”

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: