I że cię nie opuszczę aż do śmierci

04Gru14

Brodniak pamięta taki poranek. Trafia na oddział, na łóżku leży mężczyzna. Nawet się uśmiecha, chociaż sam nie do końca rozumie, dlaczego trafił do psychiatryka. Lekarze mu mówią: „Przecież próbowałeś popełnić samobójstwo, odratował cię przypadkowy przechodzień”. On na to: „Jak to?”.

W organizmie miał kilka promili, kiedy wspinał się po schodach hotelu pracowniczego. Rzuciła go firma do Warszawy, duże miasto, warto pójść na miasto, napić się, poszaleć. Napił się, poszalał. A że nikogo nie znał, wrócił sam do hotelu. W połowie drogi na swoje piętro wyciągnął ze spodni pasek, zacisnął go na balustradzie, przełożył przez głowę i się rzucił. Odciął go idący za nim po schodach mężczyzna. Zawołał pogotowie, policję. – Przewieźli go do szpitala, dali czas na wytrzeźwienie. Potem lekarze zapytali: „Czemu chciałeś sobie odebrać życie?”. A on na to: „Ja? No co wy. Ja nie pamiętam, co się w nocy działo, film mi się urwał” – mówi Włodzimierz Adam Brodniak. – Takich jak on jest dużo więcej.

Źródło: I że cię nie opuszczę aż do śmierci, Duży Format, Gazeta Wyborcza, 4.12.2014r., s. 18-19.



No Responses Yet to “I że cię nie opuszczę aż do śmierci”

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: