Miłość i śmierć w ZSRR

24List14

Ze Swietłaną Aleksijewicz rozmawia Urszula Jabłońska a propos książki „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka”.

Wychowałam się w małej wiosce na Białorusi, wakacje spędzałam u babci w podobnej wiosce na Ukrainie i wszystkie te wielkie, opisywane w podręcznikach sprawy, jak druga wojna światowa czy zakładanie kołchozów, znałam z opowiadań. Przed domami były ławki, na których siedziały starsze kobiety i opowiadały o tym, co przeżyły. Kiedyś przechodziłyśmy z babcią obok jednego domu i rzuciła: „A tutaj mieszka kobieta, która zjadła własne dzieci”. W ten sposób dowiedziałam się o Wielkim Głodzie na Ukrainie, który był skutkiem kolektywizacji rolnictwa. Albo opowiadała mi o tym, jak żołnierze Armii Czerwonej przyjechali do wioski i zabrali całe ziarno, a później przyjechali Niemcy i już nic nie było do jedzenia. Poprosili więc babcię o wodę i jakieś płótno, żeby się umyć. To było dwóch starszych żołnierzy i jeden młody, bo Hitler wtedy brał już właściwie dzieci do wojska. I nagle ten młody zaczął płakać. Babci tak się zrobiło go żal, że mu oddała dwa ostatnie jajka. A ja za nic nie mogłam zrozumieć, jak to możliwe, że ten zły niemiecki żołnierz, o którym uczyłam się w szkole, mógł zapłakać, a moja babcia mogła się nad tym wrogiem ulitować. To były dla mnie lekcje życia, dowiadywałam się, że nic nie jest czarno-białe. Zrozumiałam, do jakiego stopnia historia w książkach jest fałszowana.

Pamiętam starszego, dostojnego pana. W 1937 roku jego żona trafiła do łagrów, później on też, ale uwolnili go jeszcze przed wojną. I on od razu poprosił, żeby go wysłać na front, bo chciał się zrehabilitować. Wrócił po wojnie obwieszony medalami za waleczność. Wezwali go do siedziby partii, gdzie usłyszał: „Żony panu nie możemy oddać, bo umarła w łagrze, ale możemy panu oddać członkostwo w partii”. I on opowiadał o tym, jaki był wtedy niesamowicie szczęśliwy. I ja się obruszyłam: „Ale jak to? Nie kochał pan żony?”. Odpowiedział: „Miałem trzy żony, a ta była pierwsza i najbardziej ją kochałem, ale pani nic nie rozumie!”. Zaczął na mnie krzyczeć: „Przecież nas nie można osądzać według zwykłych reguł, bo my walczyliśmy o lepszy świat!”. On musiał w to wszystko wierzyć, mimo że to było kłamstwo. I wtedy pomyślałam, że rzeczywiście nie mogę go oceniać. Komunizm to całe jego życie, wierzył w niego do końca. Tak jak mój ojciec, który zmarł cztery lata temu; pod koniec życia stracił pamięć, ale i tak prosił o to, żeby go pochować z legitymacją partyjną. Tak też się stało. A tamten starszy pan zapisał swoje mieszkanie w spadku partii, a nie wnukom. Nie potrafili żyć w wolnym kraju. Upadek komunizmu był dla nich tragedią.

Trzeba pamiętać, że społeczeństwo sowieckie wbrew propagandzie było patriarchalne, mężczyzna był bohaterem, szedł na wojnę albo pracował na wielkich budowach, a kobieta raczej zajmowała się domem i dziećmi. Więc po upadku ZSRR mężczyznom trudniej było przyjąć, że teraz powinni się zająć swoim prywatnym życiem.

Pamiętam taką rodzinę, gdzie kobieta, która była nauczycielką, straciła pracę i została fryzjerką, potem znowu musiała się przekwalifikować. A mężczyzna wcześniej był pilotem wojskowym, a teraz siedział w domu i mówił: „Nie będę gotował i niańczył dzieci! Przecież to nie jest zajęcie dla mężczyzny!”. On by chciał dokonywać wielkich czynów. Dlatego mężczyźni częściej czuli się oszukani, popadali w alkoholizm. A kobiety musiały sobie jakoś radzić – jeździły na bazary do Chin, do Polski, żeby coś kupić, coś sprzedać. Jeden z bohaterów mi mądrze powiedział: „Pójść na front, strzelać i zabijać w imię wielkiej Rosji jest stosunkowo łatwo, a ta najtrudniejsza praca to jest wrócić do domu i uszczęśliwić swoją żonę, odpowiednio wychować dzieci”.

Nie ma żadnych nowych idei, nowych pomysłów na ten kraj. Wracamy do ZSRR, z tą tylko różnicą, że dodaliśmy prawosławie. Pamiętam, że w 2000 roku, kiedy Jelcyn wysunął Putina jako kandydata na prezydenta, byłam akurat w Irkucku. Było tam muzeum łagrów. Na ścianie wisiała wielka mapa Syberii, a na niej zaznaczone na czerwono wszystkie miejsca, w których działały łagry. Odwiedziliśmy potem z japońską ekipą filmową kilka z tych miejsc. Wciąż stały tam obozowe baraki. Spotkaliśmy ludzi, którzy nam opowiadali, jak przywożono rolników z Ukrainy, wyrzucano ich z wagonów na śnieg, że warunki były tak straszne, że matki zabijały własne dzieci, żeby nie cierpiały. Akurat zbliżały się wybory, więc przy okazji pytałam ludzi, na kogo będą głosować. I wszyscy mówili, że na Putina. Tłumaczyłam, że przecież był funkcjonariuszem KGB, a to właśnie ta organizacja to wszystko zbudowała. Odpowiadali: „Zobaczyliśmy już, co to demokracja, co to oligarchowie, to jeden wielki bałagan. Tylko KGB jest w stanie wprowadzić jakiś ład w naszym kraju”. To nie byli tylko staruszkowie, ale także ci w średnim wieku i młodsi. A wszyscy świetnie wiedzieli, co to są łagry, bo się wychowali w ich pobliżu. To nic nie zmieniło w ich myśleniu.

Przypomina mi się spór między Sołżenicynem a Szałamowem. Sołżenicyn mówił, że przebywanie w łagrze wzmacnia człowieka, że jest potem lepiej przygotowany do życia, mocniejszy. A Szałamow twierdził, że człowiek, który spędził jakiś czas w łagrze, później wie tylko, jak żyć w łagrze. Niestety, okazało się, że to Szałamow miał rację.

Źródło: Miłość i śmierć w ZSRR, Duży Format, Gazeta Wyborcza, 22.11.2014r., s. 20-25.

Reklamy


No Responses Yet to “Miłość i śmierć w ZSRR”

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: