Gogol w czasach Google’a – Wacław Radziwinowicz

19Paźdź13

Skąd taka obojętność? Z przechodzącego z pokolenia na pokolenie lęku, który opisywał już Lew Tołstoj w „Wojnie i pokoju’: „Wali w mordę, to znaczy, że ma prawo bić”. Ochroniarze, personel i goście Prady uznali, że skoro ktoś strzela do kobiety i nie ucieka, a dalej spokojnie się bawi, to znaczy, że mu wolno. Że stoi za nim jakaś siła, której lepiej nie drażnić. To może być ważny bandyta albo milicjant, albo nawet piterski, czyli dygnitarz wywodzący się z Sankt Petersburga. A tacy dziś rządzą krajem i im rzeczywiście wolno.

 

I jeszcze, jak mówi, ludzie na Zachodzie myślą inaczej. Kiedyś by u kumpla z fabryki. Wypili jak należy. Wsiadł do samochodu. Pod domem czekała na niego policja. Balonik. Mandat. Zabrali prawo jazdy. -Dzwonię do ‚kolegi’ i pytam, czemu mnie sprzedał. A on, e u nich prawo tak każe. Gad – macha ręką Kadecznikow.

 

Każda kobieta w okolicy trzyma swoją krowę. Ma swoją krowę i zadbana, elegencka w swojej szkole dyrektorka Zachariewa. Kiedy już po powrocie z pracy wypije swą herbatę, idzie do obórki. Przez chwilę trzyma rpawą dłoń na grzebiecie zwierzęcia. -Krowa ma takie dobre fluidy. Jak kot. Po całym dniu nerwów w szkole drętwieje mi ręka. Jak ją potrzymam chwilę na grzbiecie krowy, wszystko przechodzi i mogę doić – uśmiecha się.
Całe popołudnie zajmuje się krową, świniakami, obrabia ogród. Rąbie drewno na opał. Nie uważa jednak, że ma ciężko. Jej mąż jest kierowcą w kołchozie. Zarabia jakieś marne grosze, ale przynosi karmę dla zwierząt. Kiedy trzeba orać, bronować 40-arową działkę, przyjeżdża traktorem. Codziennie przynosi do domu bochenek chleba, bo kołchoz swoim ludziom płaci chlebem. Tylko tym jednak, którzy nie zapili w pracy i nie podpadli. A jej mąż nie pije mocno. Tu od mężczyzny więcej się nie wymaga.

 

Jeśli ktoś chce popływać w Moskwie w basenie, trzeba przy kupowaniu biletu przedstawić zaświadczenie o stanie zdrowia. Idzie się do lekarza rejonowego, ten kieruje na badania krwi, moczu, kału. A jeśli wszystko jest w porządku, wydaje papierek. Badania, wystawienie kwitu, trwają kilka dni, kosztują 420 rubli. Mniej, bo 360 rubli, kosztuje lewe zaświadczenie. Telefon firmy świadczącej taką usługę też bez trudu można znaleźć w metrze. Dzwoni się, podaje swoje dane. I za kilka godzin można jechać po papierek. A za dodatkowe 100 rubli kurier przywiezie zaświadczenie o idealnym stanie zdrowia do domu. […]
Lewe firemki wydające lewe dokumenty działają w Moskwie, praktycznie rzecz biorąc, legalnie. Agenci służb specjalnych mogliby się z nimi rozprawić błyskawicznie. Ale takich fałszerzy nikt w Rosji nie łowi. Wszyscy wiedzą, że oni działają pod dobrą ‚kryszą’, czyli patronatem milicji, służb czy wysoko postawionych dygnitarzy, którzy mają solidny udział w zyskach z tej nielegalnej działaności.
Znalazłem kiedyś w metrze ulotkę zapraszającą do zamówienia ‚wszelkich paszportów’. Okazało się, że w ofercie są dokumenty krajów europejskich. Zadzwoniłem pod dyżurny numer milicyjny 02. Opowiedziałem, co mi proponowano. Dyżurny wysłuchał mnie cierpliwie i na koniec rozmowy z nadzieją w głosie zapytał: ‚Ale nie złoży pan przecież formalnego zawiadomienia o przestępstwie?’.
Rosja od lat, dekad i wieków raz za razem wypowiada wojnę korupcji. I raz za razem ją przegrywa. Przede wszystkim dlatego, że korupcja dla zwyczajnego ROsjanina nie jest złem, lecz mechanizmem, który pzowala mu normalnie żyć. Tu od dawna obowiązuje zasada sformułowana przez pisarza i historyka Nikołaja Karamzina: ‚Srogośc praw w rosji jest łagodzona tym, że niekonieczne trzeba się im podporządkować’.

Gdzieś pośród kart książki pojawiło się stanowisko, że Rosja to kraj, gdzie można dobrze żyć, o ile tylko jest się kreatywnym.

Korespondencje z Rosji 1998-2012. Zbiór ten nie porwał mnie, autor pokazuje Rosję, do której nie wybralibyśmy się ‚za Chiny’, paskudną, nieludzką, chorą, absurdalnie złą, przeżartą głupotą i paranoją. Zupełnie inną niż u Badera (gdzie czuć magię Rosji, tej samej absurdalnej i chorej, ale która potrafi oczarować pozytywnie).
Wydaje mi się, Radziwinowicz nie zachęca swoimi tekstami do Rosji, do podróży fizycznej i duchowej. Jest to przykra lektura. Czasem można się uśmiechnąć pod wąsem, ale niestety z rzadka. W zdecydowanej większości teksty opisują dokładnie to jak jest źle w Rosji.

Nie polecam tej książki, nie znajdziemy tu uroków Rosji, porad praktycznych jest mało, dowiemy się oczywiście wielu faktów o Rosji, ale w sposób tak odarty z jakichkolwiek uroków, że chyba nie warto.

Reklamy


No Responses Yet to “Gogol w czasach Google’a – Wacław Radziwinowicz”

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: