Kapelusz na wodzie. Gawędy o księdzu Tischnerze – Wojciech Bonowicz

19Maj12

„Rób, jak uwazos, a uwazoj, jak robis”
„Nie prowdy sukoj, ba kolegów”

Kiedy parę dni temu słyszę, że chłopak z trzeciej klasy przyszedł do domu ze szkoły, rzucił tornistrem w kąt i powiada: „Tato, jo by chcioł, coby sie nom ta buda zwalyła”… I teraz, co byśmy temu dziecki powiedzieli, żeby ono chodziło się uczyć? Ano: „Nie będziesz się uczył, to ci będzie źle, będziesz taki do niczego…” Nie, nie, góal wie dobrze, że wiedza i pieniądz nie idą w parze. Więc mu mówi tak: „Dziecko, jak jo chodzieł do szkoły, była jesce gorso, a sie nie zwalyła”.

„W sądzie w Nowym Targu byłą rozprawa: trzy kobiety, jedna z Maruszyny, jedna ze Szaflar i jedna z Górnej Bańskiej, pozwały tego samego chłopa o alimenty. A wszystkie dzieci urodziły się w jednym czasie i wyglądało na to, że zostały poczęte tego samego dnia. -Jak to możliwe?!- zapytał sędzia oskarżonego. -A bo, wysoki sądzie – zaczął oskarżony – jo mom rower….”

„Kie Jasiu nie wiedzioł jak do dziewcęcia zagodać, to mu kolega radziył: <>. Spotkoł jasiu Marysie i zagaduje: <>. Niby miało być od gustu. A Marysia krótko: <>, i… urwało się. No to Jaś przechodzi na rodzine: <>. A Marysia: <>, i zaś się urwało. Została ino ta filozofia: <>. Chyciło. No bo już było nad cym pomyśleć”.

Pewnego razu miał skomentować słowa: „Nie samym chlebem żyje człowiek”. Zapytał dzieci, jakie znają pokarmy dla ciała. Dzieci oczywiście wymieniły wszystkie możliwe przysmaki: pączki, czekoladę, naleśniki. „No dobrze”, mówi Tishner. „A pokarm dla serca?” Zapadło milczenie. Po chwili jeden z chłopaków wyciągną rękę i zawołał: „Wiem! Pomidory!”. I wtedy cały kościół się roześmiał. Ale ksiądz nie chciał, żeby chłopcu zrobiło się przykro, więc położył mu rękę na ramieniu i mówi: „Wiesz, pomidory to także pokarm dla ciała. Ale kiedy ktoś komuś zrobi radość, to jest to pokarm dla serca. Widzisz, jaką radość zrobiłeś wszystkim? To jest właśnie pokarm dla serca”.

Wawrzek dbał o to, aby Tischner miał w bacówce spokój. Kiedy pytający o drogę wydawali mu się podejrzani, kierował ich na przeciwległe wzniesienie. Zdarzało się, że turyści, którzy chcieli odwiedzić Tischnera, szli na bacówkę nie od strony Kuchtów, ale od czarnego szlaku. Wtedy natykali się na innego z przyjaciół Tischnera, Leona „Korkosowego” , który był znany z soczystego języka. „Ten potrafił drogę pokozoć”, mówią mieszkańcy Łopusznej z uznaniem. Któregoś razu szła w górę „na cywila” grupa duchownych. Pytają Leona, którędy do księdza Tischnera. Leon zdjął kapelusz – bo zawsze, jak była mowa o księdzu, to kapelusz zdejmował – i mówi: „Pójdziecie tu w lewo, wpierdolicie sie w potok, potem po skurysynie w góre, dojdziecie, kurwa, do takiego buka, tam bedzie tako sakramencko dziura, wyjdziecie z niej na taki wiyrsyk, to nie idźcie w lewo, ino pójdziecie prosto i tam,kurwa, będzie ksiądz…”

Polecam, miła, przyjemna lektura. Jak mi się wydaje, opisuje dobrego człowieka. Ludziom wierzącym będzie bardzo bliski, wydaje mi się Tischner mógłby być autorytetem. Ja jednak chciałbym kogoś świeckiego. Książkę pomimo wszystko czytało mi się dobrze.

Advertisements


No Responses Yet to “Kapelusz na wodzie. Gawędy o księdzu Tischnerze – Wojciech Bonowicz”

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: