Wywiad z Zygmuntem Baumanem – polecam fragmenty

24Kwi12

Jeśli ja panu dam dolara i pan mi da dolara, to każdy z nas ma po jednym dolarze. Ale jak ja panu dam myśl i pan mi da myśl, to każdy z nas ma dwie myśli – mówi Zygmunt Bauman, socjolog, filozof i eseista.

– Kiedy zajmowałem się ogrodnictwem, to dawałem sąsiadom szczepionki, a oni dawali mnie i dzięki temu każdy z nas miał więcej ładnych kwiatów.

Kiedy pojawiła się telewizja, ludzie, którzy nigdy nie mogliby sobie pozwolić na to, żeby pójść do opery czy do teatru, bo nie było ich stać, mieli pilniejsze wydatki, a do operowej wyprawy nie mieliby nawet odpowiedniego ubrania, nagle mogli obejrzeć wspaniałe przedstawienia. I nikt jakoś wtedy nie mówił, że trzeba za to płacić, poza rzecz jasna wprowadzeniem abonamentu telewizyjnego, który był nieporównywalnie niższy od teatralnego.

Proszę wziąć miłość. Jak się kogoś naprawdę kocha, to chce się jego dobra. Jeżeli to jest dziecko, czujemy, że powinniśmy spędzać z nim dużo czasu, wsłuchiwać się w jego dziecinne kłopoty w szkole czy przedszkolu, udzielać rad, pomóc w odrabianiu lekcji. Ale cholera jasna, nie ma na to czasu, bo człowiek zajęty, trzeba robić karierę, pojawiają się więc skrupuły moralne, brudne sumienie, wyrzuty. Tak samo w przypadku partnera. Żony. Męża.

Specjaliści od marketingu to wywąchali. Znaleźli ziemię dziewiczą: wejdź do naszego sklepu, w ciągu dziesięciu minut wybierzesz samochodzik, pierścionek, najnowszą komórkę czy modne trzewiki i skrupułów się pozbędziesz, winę odkupisz. Dosłownie.

Żeby zawiązać głęboki, nasycony moralnie międzyludzki związek, trzeba się wysilać. To jest robota ciężka i pełna ryzyka, nigdy się niekończąca, bez gwarancji powodzenia. A gdy konflikt urasta ponad siły i trzeba się rozstać, to nie mniejszego trudu wymaga, by nie urazić, nie zranić i samemu wyjść z twarzą.

Internet psuje więzi międzyludzkie?
-On je zawiązuje na zupełnie inny sposób. Weźmy portale randkowe.
Sprawdzają się świetnie, co tu owijać w bawełnę, jako stręczyciele. Jeśli ktoś idzie na spotkanie zaaranżowane z ich pomocą, bo szuka seksu do natychmiastowego spożycia, to nie ma problemu. Badania zgodnie wykazują, że jeżeli przy pierwszym spotkaniu randkowicze idą do łóżka, to z reguły do drugiego ich spotkania już nie dochodzi. Problem powstaje, gdy na portale randkowe wchodzą również ci, którzy szukają prawdziwego partnerstwa, bo czują się samotni, chcą tego, co zwą miłością.
Różne sensy ludzie w owo pojęcie wkładają, nie jest do końca wiadomo o co im chodzi, ale…
O co?
-O to, by uwolnić się od koszmaru samotności. Mieć z kim dzielić się sukcesami i porażkami. Komu się zwierzać. Na kim polegać.
Ci, co tego właśnie na portalach randkowych szukają, srodze się zawieść mogą, gdy do spotkania dochodzi. Sugerowano im przecież, że człowiek to zbiór takich cech jak rozmiar piersi, wzrost, kolor włosów, temperament czy ulubione rozrywki, a tu się nagle okazuje, że jest coś takiego jak osobowość. Jedyna, niepowtarzalna, jakiej żadna klasyfikacja nie wyczerpie.
Do tego portal randkowe ich nie przygotowały. W żadnych zakładkach nie było o tym mowy.

Ludzie garną się do internetu, by zaspokoić swoje potrzeby emocjonalne. Potrzebę uspołecznienia, bycia w towarzystwie, dzielenia się uczuciami, nawet najintymniejszymi. Tymi, którymi w każdej epoce – z internetem czy bez – tak strasznie trudno było się dzielić.
Wie pan, pod jakim hasłem był sprzedawany walkman?
Niestety.
-„Nigdy więcej samotności”. Ludzie garną się do internetu dlatego, że nie wychodzi im takie życie, w którym mogliby być pewni, że ich nie odtrącą, nie wykopią, nie skażą na banicję, a w internecie obiecuje się im gwarantowane towarzystwo.

Ludzie zakładają blogi, stwarzając sobie szansę wyjścia z zagubienia. Z bocznej ulicy. Z niebytu.

A może sieć zlikwiduje pośredników. W Warszawie ludzie organizują się w spółdzielnie spożywców i kupują bezpośrednio u producentów.
-I zwiększają bezrobocie.
Pośrednicy zostaną wyeliminowani…
-…to nie jest eliminowanie pośredników, tylko eliminowanie ludzi, którzy zdobywają środki do życia w sposób, który pan chce uczynić zbędnym.

Pan mówi o eliminowaniu pośredników, ale prawdziwym pośednikiem w stosunkach międzyludzkich jest pieniądz. Bo ludzie, nawet jak się kochają, to też z coraz większą jego pomocą.

Robotnicy byli zależni od Forda, on dawał im pracę i zarobek, ale też sam był zależny od swych robotników, bo nie mógł tak łatwo jak dziś przenieść fabryki, spieniężyć i przenieść kapitału tam, gdzie siła robocza potulniejsza i tańsza. A kiedy zależność jest wzajemna, ludzie prędzej czy później się dogadają, znajdą jakiś kompromis, sposób na znośne współżycie.
Dzisiaj ta dwustronna zależność została jednostronnie zerwana. Przez kapitał. On jest teraz globtroterski: siedząc w Kielcach, można wspaniale inwestować w Honolulu. Co więc kieleckiego finansistę obchodzą bezrobotni kielczanie?

No właśnie, co? Poczucie wspólnoty? Odpowiedzialności społecznej? Patriotyzm lokalny?

Mniej jest dziś, niż było, ludzi, którym nie starcza chleba. Za to coraz więcej takich, którzy patrząc dookoła, mają poczucie, że są gorsi od innych. Wszyscy wystawieni są na te same reklamy, kuszeni takimi samymi cackami, karmieni tą samą formułą szczęścia i jeśli ich nie stać na to, by sprostać wymogom, jakie zaspokajają inni, czują się upokorzeni. A to bolesne uczcie, cios w godność własną i szacunek dla samego siebie.
Upokorzenie jest właśnie tą potencjalną bombą?
-Tak, bo ludzie upokorzeni są gniewni i szukają środków, by gniew ten wyładować. […]
Alternatywą jest sporadyczna, a żywiołowa i krótkotrwała próba odwrócenia kart, jak choćby londyńskie palenie i grabienie sklepów – owych przyczółków społeczeństwa konsumentów w dzielnicach zamieszkanych przez nieszczęśników, którym przywilejów konsumenckich odmówiono.

-Bycie w świecie jeszcze 60 lat temu było w miarę pewne. Arystokraci byli absolutnie pewni swego, bo jak się urodziło księciem czy hrabią, to się nim było i nic nie trzeba było w tej sprawie robić. […] Na drugim końcu, czyli na dole, też była absolutna pewność bytu. Nie dlatego, że nie trzeba było nic robić, ale dlatego, że nie można było nic zrobić dla jego zmiany. Jak ktoś się urodził w zapadłej dziurze, wiedział, że tam zemrze, bo nie było drabin, po których można by się wspinać.
A więc kiedy zaczynała się nowoczesność, na jej dwóch społecznych krańcach mieliśmy grupy ludzi, które mogły się wściekać, cierpieć, odczuwać ból, natomiast nie miały wątpliwości, kim są. Jedyną grupą, która miała problem z tożsamością, była tak zwana klasa średnia. Dla jej członków nic nie było raz na zawsze. […] Klasa średnia więc rozumiała, że nieustająca samoidentyfikacja i samostanowienie to warunki jej bycia w świecie.
Dzisiaj wszyscy są w takiej sytuacji.

Ja też bym chciał, żeby świat był inny, ale nie jest, więc muszę się z tym pogodzić.
-I to jest właśnie doskonały przykład prywatyzacji życia. Pan się nie zastanawia, jak można by lepiej urządzić społeczeństwo. Pan się zastanawia jak w tym bałaganiarskim społeczeństwie, bardzo nieprzyjemnym pod wieloma względami, może pan sobie urządzić przyjemną i względnie bezpieczną niszę.
Tak właśnie myślą ludzie w sprywatyzowanym świecie i dlatego pozbawiają się możliwości wspólnego zastanowienia się nad tym, jak by urządzić to życie, żeby było weselej.

A jak pan myśli o końcu, bo pewnie panu też się zdarza, to co pan ma na myśli?
-Zaufanie, solidarność i odpowiedzialność to są trzy moje zmartwienia. Bo bez nich społeczeństwo jest w kłopocie. To są te nieartykułowane strachy i ja je próbuję artykułować.
Próbuję powiedzieć ludziom: słuchajcie, jeżeli cierpicie na bezsenność, to dlatego, że właśnie tych trzech rzeczy wam brakuje. Bo bez zaufania, solidarności i odpowiedzialności nie można być pewnym siebie. Nie można mieć odwagi. Być człowiekiem.

Jeżeli chodzisz głodny, nie masz co na tyłek wciągnąć, a dostaniesz tyle, że będziesz miał na spodnie i na to, by się porządnie najeść trzy razy dziennie, poczucie szczęścia mocno podskoczy. Ale z dalszym wzrostem dochodów przestaje rosnąć. Dlatego że dla każdego stanu posiadania są właściwe mu strachy i niepokoje.

Wywiad z Zygmuntem Baumanem przeprowadził Tomasz Kwaśniewski.

Źródło: Gazeta Wyborcza – upłynął już ponad tydzień od publikacji, ale w Internecie całego tekstu nie ma, a to 3 strony artykułu. Gorąco polecam. 14-15 kwietnia 2012 r.

Reklamy


2 Responses to “Wywiad z Zygmuntem Baumanem – polecam fragmenty”

  1. Dobre niektóre cytaty. Najbardziej podoba mi się ten o myśli i pieniądzu. Proste, a jakże głębokie. Jak już przebrne przez sterte swoich, nieprzeczytanych książek, to może poczytam coś tego pana. Wydaje się całkiem mądrym człowiekiem.

  2. 2 weronika

    Wyjątkowo przyjemnie się czyta te fragmenty, ale nie ze wszystkim się zgodzę. Weźmy na przykład portale randkowe, nie można ich przekreślać tylko dlatego że są wymysłem techniki. Niektórzy ludzie naprawdę w ten sposób zawierają wartościowe znajomości, na przykład moja koleżanka na portalu http://buziak.pl/ poznała dobrego człowieka, który do dziś jest jej przyjacielem. Dlatego tutaj nie ma reguły i nie można tematyki skreślać od razu na początku.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: