Nagranie powstało podczas Kaftan Open pierwszego turnieju rowerowego polo w Lublinie w ramach Lublin Sportival.

Czym jest bike polo? Jak gra się w bike polo? Co jest fajnego w bike polo? Obejrzyj:


Od dziś zaczynamy dyżury w Centrum Społeczne Razem w Lublinie. Wszystkie osoby zainteresowane złożeniem podpisu pod obywatelskim projektem ustawy Ratujmy Kobiety bądź działaniami naszej partii zapraszamy na Szewską 1 (zejście w dół metalowymi drzwiami od strony ul. Wodopojnej). Dyżury odbywają się od poniedziałku do piątku w godzinach 15 – 18.

Ustawa o której uchwalenie walczymy przywraca pełnię praw reprodukcyjnych dając kobietom prawo do legalnego przerywania ciąży do 12. tygodnia życia, zapewnia rzetelną edukację seksualną w szkołach i ułatwia dostęp do antykoncepcji (także tej awaryjnej).
Nie chcemy żyć w kraju, w którym dziesiątki tysięcy kobiet są zmuszone do korzystania z podziemia aborcyjnego, a w celu znalezienia tabletki „dzień po” należy przejechać pół miasta lub odwiedzić miejscowość oddaloną o dziesiątki kilometrów.

20953982_2377998309091110_6768654711873630505_n



-Czy to nie problem, że pracujecie dziś dla gangsterów? – zapytaliśmy milicjantów.
Roześmiali się.
-A dla kogo, waszym zdaniem, pracujemy w pozostałe dni?
(Nowym burmistrzem Władywostoku został człowiek o ksywie Kubuś Puchatek – szef mafii, który odsiadywał wcześniej wyrok za grożenie śmiercią pewnemu biznesmenowi).

Już wcześniej zdarzało się, że do działu księgowości wpadali nagle zamaskowani mężczyźni z kałasznikowami. To nic wielkiego. To zdarza się w Rosji regularnie, we wszystkich branżach, kiedy organy kontroli chcą coś znaleźć – nieprawidłowości w podatkach czy w dokumentach – żeby po prostu wyciągnąć łapówkę.

Firmy, w których pracowały, kombinowały z podatkami, ale ich szefom mężczyznom udało się na czas uciec z kraju, a zamiast nich do więzienia poszły księgowe kobiety. W końcu to ich podpisy znajdowały się na wszystkich dokumentach. Te kobiety nie robiły nic, czego nie robiłyby wszystkie inne firmy w tym kraju; każda mała rosyjska firma, jeśli chce przetrwać na rynku, musi prowadzić podwójną księgowość. Koniec zawsze jest taki sam, bo policja podatkowa albo musi zrealizować normę aresztowań, albo przykładem losu małych firm nastraszyć grubsze biznesowe ryby. Kobiety, z którymi siedziała Jana były pewne, że urzędników nasłała konkurencja lub biurokraci, którzy starają się doprowadzić małe firmy do bankructwa, by później je przejąć. Nazywa się to „zagarnięciem” i jest to najczęściej uprawiana w Rosji forma przejęcia; takie sprawy liczy się w setkach rocznie. Rynkowi konkurenci i biurokraci – na dłuższą metę okazują się oni tym samym – płacą służbom specjalnym za aresztowanie szefa danej firmy; gdy ten siedzi w więzieniu, przechwytuje się jego dokumenty i wykazy księgowe, po czym ponownie rejestruje spółkę, która ma już teraz nowych właścicieli. Do czasu, gdy poprzedni szef wyjdzie z więzienia, jego następcy zdążą już spółkę wykupić, sprzedać i podzielić między nowych nabywców. Takie rzeczy zdarzają się a każdym szczeblu, od samej góry (gdy Kreml zaaresztował właściciela kompanii naftowej – Michaiła Chodorowskiego – a później podzielił jego firmę między przyjaciół prezydenta), po sam dół (gdy szef miejscowych oddziałów milicji przejął we władanie pobliskie sklepy meblowe). Takie działania pozwalają mocno scalić wszystkich w „pionie władzy” – od samego prezydenta po najniższego ranga funkcjonariusza drogówki.

Na rogu Pokrowki stoją trzy pulchne kobiety, które wyglądają na nauczycielki czy lekarki. Warują jak labradory przy kamienicy w stylu art nouveau. Gdy się do nich zbliżamy, zezują na nas nieprzyjaźnie, ale po chwili rozpoznają Możajewa, rozluźniają się i witają z nim. Takie małe samozwańcze grupy stały się w Moskwie powszechne. Nie chronią okolicy przed włamywaczami, ale przed deweloperami, którym zdarza się wysyłać podpalaczy, by podkładali ogień pod stare kamienice; później występują o eksmisję prawowitych właścicieli pod pretekstem, że ich budynki stanowią zagrożenie. Mają ogromną motywację do takich działań,. bo w pierwszej dekadzie XXI wieku ceny nieruchomości wzrosły o czterysta procent Tak więc pożary stają się w Moskwie czymś zupełnie zwyczajnym. Moskwianie sami zaczęli więc nocami patrolować swoje okolice. Grupy lekarzy, nauczycieli, babuszek i gospodyń domowych przyglądają się uważnie każdemu przechodniowi, próbując rozpoznać w nim potencjalnego podpalacza. Nie ma sensu wzywać milicji, bo właściciele największych spółek deweloperskich to przyjaciele i znajomi burmistrza i członków rządu. A najgrubszą rybą w całej tutejszej branży budowlanej jest sama żona burmistrza. Mityczna już niemal rosyjska klasa średnia przekonała się nagle, że nie ma żadnych praw do swej własności; że można ją wyrzucać i przerzucać w kolejne miejsca, bo wszystkim rządzi tu kaprys feudalnego władcy.

Stojący naprzeciw Kremla hotel Moskwa, ponury stalinowski budynek-grobowiec, najpierw został rozebrany, a później – po długich debatach na temat tego, czym powinno się go zastąpić – na nowo odbudowany w niemal identycznej formie, tylko nieco bardziej kolorowej. Taki sam los spotkał Gniezdnikowski Pierieułok – zburzony, a później odbudowany, z restauracjami w podrabianym stylu caratu, w którym kelnerzy mówią rosyjskim sprzed czasów rewolucji, w menu znaleźć można pierożki z móżdżkiem, a turyści są zachwyceni, bo udało im się odnaleźć kawałek „prawdziwej ROsji”.

[…] milicja lubi znak „ulica jednokierunkowa” zamieniać w ciągu nocy na „zakaz wjazdu”; w ten sposób, na nieuwadze kierowców, tutejsi mundurowi zarabiają na czynsz.

Typowy mieszkaniec Moskwy ocenia swoje życie, biorąc za kryterium ruch uliczny; to, czy dzień należy uznać za udany, czy za fatalny, zależy od tego, ile godzin tkwiłeś w korkach.

Na tym polega geniusz tego systemu: nawet jeśli uda ci się uniknąć wojska, to ty, twoja matka i cała twoja rodzina staniecie się częścią systemu łapówek, lęków i udawania. Stajesz się aktorem, który wobec swego państwa odgrywa wciąż nową rolę; bo już wiesz, że twój kraj jest wielkim kolonizatorem, którego się boisz, przed którym chcesz się schować, którego musisz przekupić albo oszukać. żyjesz już poza prawem, jesteś przestępcą. I to jest dobre dla systemu, bo dopóki jesteś symulatorem, nie będziesz w stanie zrobić nic prawdziwego, zawsze będziesz musiał iść na kompromisy, a to sprawi ci odpowiednio duży i satysfakcjonujący twoje państwo problem. Jakąkolwiek wybrałbyś drogę, znajdziesz się w potrzasku. Właściwie można powiedzieć, że rok w armii wystarcza na odpowiednie uformowanie młodego Rosjanina, ale dużo silniej wiążą go z systemem wszystkie rytuały związane z unikaniem służby wojskowej.

-Biją cię [w wojsku], okej. Sikałem krwią, ale nie to mnie przerażało – mówi jeden z nich, ten najchudszy.
-Łamią ci na głowie stołki. To ma być dla ciebie dobre – dodaje drugi.
-Zakładają ci na twarz maskę przeciwgazową, a później każą palić papierosy i jednocześnie robić pompki. Jeśli uda ci się przejść tę próbę, to znaczy, że jesteś prawdziwym mężczyzną.

Kamienka już wcześniej znalazła się pod obserwacją, bo w poprzednim miesiącu trzech tamtejszych rekrutów zmarło w trakcie ćwiczeń.

Gdy chcę sprawdzić (przez znajomych, Reutersa, kogokolwiek, kto nie jest związany z Ostankino), czy rzeczywiście istnieją jacyś faszyści, którzy chcą przejąć Ukrainę, albo czy ukrzyżowano jakiekolwiek dzieci, dowiaduję się, że to wszystko nieprawda, a kobiety, które z płaczem opowiadały o tym, co rzekomo widziały na własne oczy, w rzeczywistości były wynajęte i tylko przebrane za „naocznych świadków”, i że coś takiego, jak granica między prawdą a fikcją w Ostankino w ogóle już nie istnieje.


Rewelacyjna książka, warta przeczytania.

Kiedy mówią kobiety, nie ma albo prawie nie ma tego, o czym zwykle czytamy i słuchamy: jak jedni ludzie po bohatersku zabijali innych i zwyciężyli. Albo przegrali. Jaki mieli sprzęt, jakich generałów. Kobiety opowiadają inaczej i o czym innym. „Kobieca” wojna ma swoje własne barwy, zapachy, własne oświetlenie i przestrzeń uczuć. Własne słowa. Nie ma tam bohaterów i niesamowitych wyczynów, są po prostu ludzie, zajęci swoimi ludzkimi-nieludzkimi sprawami. I cierpią tam nie tylko ludzie, ale także ziemia, ptaki, drzewa. Wszyscy, którzy żyją razem z nami na tym świecie. Cierpią bez słów, a to jest jeszcze straszniejsze…
Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie: „Dlaczego tak jest?”. Dlaczego kobiety wywalczyły i obroniły swoje własne miejsce w świecie, dawniej wyłącznie męskim, a nie potrafiły obronić własnej historii? Swoich własnych słów i uczuć? Nie uwierzyły samym sobie.

Powiedziałabym wręcz, że „kobieca” wojna jest straszliwsza niż „męska”. Mężczyźni chowają się za historią, za faktami, wojna pociąga ich jako działanie i konflikt idei, interesów, a kobiety wychodzą od uczucia.

O czymkolwiek mówią kobiety, stale obecna jest u nich jedna myśl: wojna to przede wszystkim morderstwo, a poza tym – ciężka praca. No i także zwyczajne życie: śpiewały, zakochiwały się, kręciły papiloty.
A sednem zawsze jest to, że tak ciężko umierać i tak nie chce się umierać. A jescze ciężej – zabijać, i tego jeszcze bardziej się nie chce, bo kobieta daje życie. Przynosi w darze. Długo nosi je w sobie, donasza. Zrozumiałam, że kobietom trudniej przychodzi zabijanie…

On był kaemistą, ona łączniczką. Ledwie przyszłam, mężczyzna od razu wysłał żonę do kuchni: „Zrób nam coś do jedzenia”. Już się woda zaczęła gotować, już kanapki gotowe, kobieta siada z nami, a móż od razu do niej „A gdzie truskawki? Płody naszej działki”. Dopiero na moją wyraźną prośbę ustąpił niechętnie miejsca żonie, przykazując jej: „Mów, jak cię uczyłem. Bez lamentów i tych wszystkich kobiecych głupstw: chciałam ładnie wyglądać, płakałam, kiedy mi ścieli warkocz”. Potem przyznała mi się szeptem: „Całą noc siedział ze mną nad tomem Historii Wielkiej Wojny Narodowej. Bał się o mnie. Teraz też boi się, że niepotrzebnie coś sobie przypomnę. Że opowiem nie tak, jak trzeba”.

Kilka razy odsyłały mi po przeczytaniu tekst z uwagą: „Nie pisz o drobiazgach… Pisz o naszym wielkim Zwycięstwie…”. A „drobiazgi” to jest akurat to, co dla mnie jest najważniejsze – ciepło i niepowstrzymany bieg życia: kępka włosów zamiast warkocza, kotły z gorącą kaszą i zupą, których nie ma komu jeść, bo ze stu żołnierzy po walce zostało siedmiu. Albo to, jak po wojnie chodzły na targ i nie mogły patrzeć na czerwone stragany z mięsem… Nawet na czerwony kreton… „Oj, kochana, nie znajdziesz w moim domu nic czerwonego, choć już minęło czterdzieści lat. Od wojny nienawidzę czerwonego koloru”.

Tylko żebyś się nie wygadała. Powiem ci w tajemnicy… Przyjaźniłam się z Oksaną, która była z Ukrainy. Od niej po raz pierwszy usłyszałam o strasznym głodzie na Ukrainie. O Hołodomorze. W ich wsi umarłą połowa ludzi. Umarli wszyscy jej młodsi bracia, tato i mama, a ona ratowała się dzięki temu, że w nocy kradła koński nawóz w stajni kołchozowej i jadła. Nikt nie był w stanie go jeść, a ona mogła: „Ciepłego nie da się wziąć do ust, ale zimny można. Lepiej zamarznięty, pachnie sianem”. Mówiłam: „Oksana, towarzysz Stalin walczy… Niszczy szkodników, ale jest ich wielu”. A ona mi na to: „Nie. Głupia jesteś. Mój tato był nauczycielem historii, mówił mi: >>>Kiedyś towarzysz Stalin odpowie za swoje zbrodnie<<<…"
Chciałam iść do komisarza… Wszystko opowiedzieć. Bo może Oksana jest wrogiem? Szpiegiem? Po dwóch dniach zginęła w walce. Nie został nikt z jej krewnych, nie było kogo zawiadomić o śmierci…

„Nam, starym, trudno żyć… Ale cierpimy nie z powodu małych, poniżających emerytur. Najbardziej boli to, że zostaliśmy wygnani z wielkiej przeszłości w nieznośnie małą teraźniejszość. Już nikt nas nie zaprasza na spotkania w szkołach, w muzeach, już nie jesteśmy potrzebni. Nie ma nas już, a jeszcze żyjemy. To straszne – przeżyć swój czas…”

„Atakujemy… pierwsze osiedla niemieckie… Jesteśmy młodzi. Silni. Cztery lata bez kobiet. W piwnicach jest wino. Zakąska. Łapaliśmy niemieckie dziewczęta i… Dziesięci gwałciło jedną… Kobiet brakowało, bo ludzie uciekali przed Armią Radziecką, to braliśmy i całkiem młodziutkie. Dwunasto-, trzynastoletnie… Dziewczynki… Jeśli płakała, tośmy bili, czymś zatykali jej usta. Ją to bolało, a nas to śmieszyło. Teraz nie rozumiem, jak mogłem. Chłopak z kulturalnej rodziny… Ale to byłem ja…
Jedno, czegośmy się wtedy bali, to tego, żeby nasze dziewczyny się o tym nie dowiedziały. Nasze pielęgniarki. Przed nimi było nam wstyd…”

„Doszłam z wojskiem do Berlina…
Wróciłam do swojej wsi z dwoma Orderami Chwały i z medalami. Pożyłam trzy dni, a na czwarty mama budzi mnie i mówi: >>>Córeczko, zebrałam Ci rzeczy w węzełek. Uciekaj, odejdź stąd… Masz dwie młodsze siostry, dorastają. Kto je za mąż weźmie? Wszyscy wiedzą, że byłaś cztery lata na wojnie, z mężczyznami…<<<
Niech pani zostawi w spokoju moją duszę. Niech pani napisze tak jak inni, o moich medalach…"

„Wielu z nas wierzyło…
Myśleliśmy, że po wojnie wszystko się zmieni… Że Stalin zaufa swojemu narodowi. Ale jeszcze wojna się nie skończyła, a już transporty ruszyły do Magadanu. Pociągi ze zwycięzcami… Aresztowano tych, którzy byli w niewoli, przeżyli niemieckie obozy, których Niemcy wywieźli na roboty – wszystkich, którzy widzieli Zachód. Którzy mogli opowiedzieć, jak tam ludzie żyją. Że bez komunistów. Jakie są tam domy i jakie drogi. O tym, że nigdzie nie ma kołchozów…
Po zwycięstwie wszyscy umilkli. Milczeli i bali się, jak przed wojną…”

Nazajutrz miałyśmy pokazać, jak umiemy strzelać, jak maskować się w terenie. Strzelałyśmy dobrze, lepiej nawet niż mężczyźni, których odwołano z pierwszej linii na dwudniowe kursy i którzy bardzo się dziwili, że wykonujemy ich robotę. Pewnie po raz pierwszy widzieli kobiety w roli strzelców wyborowych. Po strzelaniu – maskowanie w terenie… Pułkownik przyszedł, chodzi, ogląda polanę, potem wszedł na jeden wzgórek – nic nie widać. A wtedy wzgórek pod nim zaczyna błagać: „Oj, towarzyszu pułkowniku, już nie mogę, ciężko”. Oj, co to śmiechu było! Nie mógł uwierzyć, że można się tak dobrze zamaskować. „Teraz – mówi – cofam te słowa o dziewczynkach”. Ale i tak się męczył. Długo nie mógł się do nas przyzwyczaić…

Miałam dziewiętnaście lat, kiedy dostałam medal „Za Odwagę”. Miałam dziewiętnaście lat, kiedy posiwiałam. Miałam dziewiętnaście lat w ostatnim starciu, kiedy przestrzelili mi oba płuca – druga kula przeszła między dwoma kręgami. Sparaliżowało mi nogi. Tak że wpisano mnie na listę zabitych…
Dziewiętnaście lat…. Mam dzisiaj wnuczkę w tym wieku. Patrzę na nią i nie wierzę. To dziecko!
Kiedy przyjechałam do domu z frontu, siostra pokazała mi zawiadomienie o mojej śmierci… Pochowali mnie…

Podwożono na starych ciężarówkach pospolite ruszenie. Starców i chłopców. Wydawano po dwa granaty i wysyłano do walki bez karabinu, karabin trzeba było zdobyć w walce. A po walce nawet nie było kogo opatrywać. Wszyscy ginęli…

Zimą koło naszej jednostki prowadzono jeńców niemieckich. Szli przemarznięci, z podartymi kołdrami na głowie, w popalonych płaszczach. A mróz był taki, że ptaki spadały w locie. Zamarzały. W tej kolumnie jeńców szedł jakiś żołnierz… Chłopiec… Na twarzy zamarzły mu łzy… A ja wiozłam na taczkach chleb do stołówki. On nie może oderwać oczu od taczek, nie widzi mnie, tylko te taczki. Chleb… CHLEB>>> Biorę jeden bochenek, odłamuję kawałek i daję Niemcowi. On bierze… Bierze i nie wierzy…. Nie może uwierzyć… Nie wierzy!
Byłam szczęśliwa… Byłam szczęśliwa, że nie mogę nienawidzić. Sama sobie się wtedy dziwiłam…

-Mamo, co to znaczy: „tata”?

Polecam tę ksiażkę.


Autor przedstawia fragment wspomnień z chińskich obozów pracy, w których spędził kilkanaście lat.

Czasem piach nawiany przez wiatr blokował już ukończony kanał i trzeba go było oczyścić. Jeśli nie zrobiło się tego natychmiast, burze piaskowe mogły całkiem zawiać otwory. Pojawiały się głosy, że taka praca jest bezcelowa. W związku z tym na naszych cowieczornych nasiadówkach politycznych poszczególne drużyny obrały sobie za punkt honoru obalenie poglądu o bezowocności wykonywanej pracy. Wszyscy stali się zgodni co do tego, że celem jest nie tylko ujarzmienie natury, lecz przede wszystkim – ukształtowanie nowego człowieka. Nie można się kierować jedynie prostym, ekonomicznym rachunkiem. Na pierwszym miejscu jest polityka. Ktoś powiedział, że jeżeli po całym dniu kopania nasze myśli nie zostały przekształcone – jest to najlepszy dowód na bezowocność pracy. Ktoś inny odparł, że jeżeli cały dzień kopania nie przekształcił czyichś myśli, jest to dowód na to, że taka osoba opiera się reedukacji.

Matka przypisana byłą jednak do rolniczej wioski i zgodnie z obowiązującym prawem nie mogła żyć w mieście.

Bydlęce demony i żmije podzielono na dwie grupy, według płci, i ulokowano w oddzielnych pomieszczeniach. Było między nimi kilka małżeństw. Poza Changiem i Li oraz He i Shi uwięziono także żony Sun Raxiana, Shang Ershy oraz Wan Gengyu. Mężowie i żony widywali się trzy razy dziennie: na sesjach „pokutnych”, w porze posiłku i podczas wieczornych nasiadówek politycznych. Gdy zjawiali się „przeprowadzający linię” czerwonogwardziści, musieliśmy odbywać sesje walki klasowej, na których mężowie mogli się spodziewać widoku bitych żon i vice versa.
Każdego dnia, zanim pozwolono nam jeść, gromadziliśmy się w jadalni przed portretem Przewodniczącego Mao. Ustawialiśmy się w dwa rzędy i śpiewaliśmy zgodnym chórem kilkunastu głosów cytaty z czerwonej książeczki Mao: „Masy nie zaznają radości, póki kontrrewolucyjny element nie ucierpi”, „Póki żyją, nie ma wybaczenia!” oraz inne tego typu deklaracje. Kłanialiśmy się trzykrotnie przed portretem i wydawaliśmy trzykrotny okrzyk: „W obliczy Przewodniczącego Mao prosimy o pokutę!” W rezultacie doznanych obrażeń Chang Shuhong nie mógł stać, prosił zatem pokutę na klęczkach.




Kategorie