Urszula Brzezińska-Hołownia, gdy coś jej się nie podoba to zamyka oczy i to magicznie znika?

Popieram związki partnerskie, jednak dla mnie małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Może to kwestia wychowania. Nie znam osób tej samej płci, które planowałyby małżeństwo – mówi Urszula Brzezińska-Hołownia, żona kandydata na prezydenta Szymona Hołowni.

Nie znam żadnej kobiety, która chciałaby zostać pilotką. Więc kobiety nie powinny być pilotkami?

Nie znam żadnej osoby, która zarabiałaby 20 tysięcy złotych miesięcznie, więc spokojnie możemy stworzyć nowy próg podatkowy od 240tys. rocznie z opodatkowaniem 100% <3

Ignorowanie ludzkich potrzeb to bardzo dziwne zachowanie. Konserwatyści chcieliby swojego sterylnego świata bez odmienności i różnorodności. Świata jednolitego, pod linijkę?

Źródło: https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,25982144,z-szymonem-mozemy-roznic-sie-w-pogladach.html


Czytając o sytuacji ludu/chłopstwa, jaką opisuje Leszczyński można zupełnie inaczej spojrzeć na powstania polskie.
Powstania jawią się jako wojna, wywołana przez panów, po to by zmneijszyć ich obciążenia (żeby nie musieli płacić podatków carowi) i by mogli stworzyć własne państwo i wyzyskiwać na własnych zasadach.
Kiedy możemy mówić o powszechnym uznawaniu siebie za Polkę lub Polaka? Szlachta o wiele wcześniej zaczęła się tak określać. Więc za jaką Ojczyznę, za jaką Polskę kazano bić się chłopom? Za jakiś wyimaginowany byt stworzony w głowach ciemiężycieli.

Co te wszystkie sytuacje mają wspólnego? Elity walczyły o swoją polityczną pozycję. Do jej utrzymania potrzebowały ludowego poparcia. Lud jednak świetnie pamiętał doznane upokorzenia oraz wyzysk – to staromodne słowo, ale doskonale tutaj pasuje i oddaje istotę rzeczy. Oddawał więc swoje poparcie temu, kto licytował wyżej, nie mając złudzeń wobec własnych elit.

Szlachta, oczywiście, nigdy tego nie rozumiała i nie próbowała zrozumieć, z wyjątkiem garści demokratów, którzy zawsze w swoim środowisku społecznym byli marginalną mniejszością. Literatura i publicystyka szlachecka pełna jest wyobrażeń dobrych dziedziców, którzy z troską pochylają się nad ludem. Kiedy lud miał inne zdanie, odbierała to jako skrajną niewdzięczność.

Źródło: https://krytykapolityczna.pl/kraj/leszczynski-lud-sprzedal-wolnosc-za-500-to-bardzo-stary-koncept


[…] nie są w stanie zauważyć tego, co wskazują ich własne badania: że to wcale nie kwestia obrony demokratycznych instytucji jest obecnie najważniejszym problemem polskiej polityki, gdyż zagrożenia dla demokracji są jedynie konsekwencją głębszych podziałów w naszym społeczeństwie. Niemalejące poparcie dla PiS nie jest spowodowane niezrozumieniem doniosłości trójpodziału władzy przez część społeczeństwa, lecz efektem zupełnie innych czynników, dlatego konieczna jest radykalna zmiana zarówno stawianych pytań badawczych, jak i podejmowanych politycznych działań, żeby leczyć chorobę, a nie symptom.

Z raportu dowiadujemy się bowiem, że „zwolennicy PO wobec wyborców PiS mają stosunek pogardliwy. […] Twardych wyborców PO politycy i wyborcy PiS śmieszą i przerażają jednocześnie. Zamiast elementarnego poczucia wspólnoty występuje relacja: cywilizowani versus barbarzyńcy.” „Tożsamość twardego elektoratu PO wspiera się na satysfakcji z posiadania wyższego statusu społecznego, wielkomiejskości i europejskości. Bycie ‘przeciwko PiS’ ma być tego oczywistym wyrazem.”

Tak, dobrze czytamy: przeświadczenie o własnej wyższości nad PiS-owcami nie jest po prostu jednym z wielu wyznawanych przekonań, lecz samą podstawą tożsamości wyborców PO. Co więcej, jeśli bycie przeciwko PiS uznawane jest przez nich za warunek konieczny inteligencji oraz kulturowej wyższości, to popieranie partii rządzącej z definicji świadczyłoby o głupocie i barbarzyństwie.

Jak wpływa na ich życie fakt, że w polskiej polityce domyślnie przyjmuje się perspektywę dużych miast, a problemy wsi, na przykład transportowe wykluczenie, zazwyczaj są ignorowane?

Zgodnie z tym przekonaniem, odpowiedzialną politykę prowadzi się dbając o dobrostan bytu wyższego zwanego „gospodarką”. Natomiast próby poprawy sytuacji ekonomicznej tych, którym owa „gospodarka” nie raczyła sypnąć groszem sama z siebie, są niebezpiecznym i lekkomyślnym podważaniem podstawowych praw rządzących światem. Oprócz neoliberalnych dogmatów podstawą takiego sposobu myślenia jest szlachecko-dżentelmeńska zasada, że o pieniądzach się nie rozmawia, bo pieniądze się po prostu ma. Podobnie jak walcząca w powstaniu styczniowym szlachta nie była w stanie zrozumieć, dlaczegóż to chłopi nie chcą przyłączyć się do walki o ojczyznę, która traktuje ich jak niewolników, tak też współcześni syci i uśmiechnięci nie mogą wyjść z oburzenia na pazerny lud, który demokrację sprzedał za 500+.

U źródeł podziałów w polskim społeczeństwie nie leży wcale działalność Jarosława Kaczyńskiego czy propaganda TVP – są one jedynie wtórnymi epifenomenami przeżerających polskie społeczeństwo konfliktów i uprzedzeń klasowych. Jak pokazują omawiane wyżej badania, nienawiść i pogarda płyną od tych, którzy skorzystali na transformacji, w stronę tych, których kosztem odnieśli oni swój sukces.

[…] PiS ma owo słynne „teflonowe” poparcie. Nie ma z kim przegrać, bo nikt nie traktuje poważnie klasowych uprzedzeń i ekonomicznych nierówności. Wyjątkiem jest tutaj jedynie Razem, ale wielkomiejski rodowód większości polityczek i działaczy tej partii sprawia, że mieszkańcom mniejszych miejscowości trudno jest uwierzyć, że akurat ci „miastowi” będą godni zaufania.

To, czego potrzebują wyborcy tej partii [PiS] to ekonomiczne bezpieczeństwo i poczucie godności, które zostały im odebrane przez rządy opierające się na neoliberalnych dogmatach oraz przez klasową pogardę mającą swoje źródła jeszcze w szlacheckim ucisku chłopów.

Na przykład Dominika Marel, która uczy etyki od 20 lat, od kilkunastu w Społecznej Szkole Podstawowej i Społecznym Gimnazjum nr 16 w Warszawie, mówi: „Nasza szkoła jest szkołą społeczną, z czesnym. W większości mamy więc młodzież zamożną. Zauważyłam rosnąca pogardę młodych dla biedy; przekonanie, że biedny jest sam sobie winien, że sobie na nią zasłużył. […] Na lekcjach wyraźnie widać, że uczniowie wynoszą z domu stereotypy, przekonania, które są zasłyszane od rodziców. Powtarzają je, choć nie rozumieją do końca znaczenia i nie potrafią swojego poglądu uzasadnić. Staram się ich skłaniać, by przeanalizowali pojęcia, którymi się posługują. Tak właśnie było, kiedy poprosiłam dzieci z trzeciej klasy, aby ułożyły z klocków Lego „nienawiść”. Byłam zdziwiona i przerażona, że większość dzieci ułożyła trzy postacie – symbole nienawiści. Były nimi PiS, uchodźca i żul. To były obiekty ich nienawiści.”

Jeśli nie zajmiemy się rugowaniem tego typu postaw w mediach i w społeczeństwie, młodzi będą coraz częściej nimi przesiąkać, a wtedy PiS może rządzić jeszcze kilkadziesiąt lat. Bo to właśnie klasowa pogarda jest fundamentalnym zagrożeniem dla polskiej demokracji.

Źródło: http://wjadrodyskursu.blogspot.com/2019/10/polska-klasizmem-podzielona-i.html


Po pierwsze, czy ów lud aby na pewno dobrze rozpoznaje swoje potrzeby oraz najlepsze środki do ich realizacji? Można mieć tu pewne wątpliwości. Na przykład w książce Co z tym Kansas? Thomas Frank pokazał, że mieszkańcy prowincjonalnej Ameryki, których stopa życiowa dramatycznie obniżyła się w efekcie neoliberalnych programów gospodarczych, wbrew swoim ekonomicznym interesom głosują na republikanów, ponieważ wmówiono im, że ich problemy znikną, gdy wprowadzi się zakaz aborcji i ograniczy prawa osób nieheteroseksualnych. Po drugie zaś: kto jest owym ludem? Kto w ogóle przyjdzie na spotkanie organizowane przez polityka? Kto wierzy, że ma prawo domagać się, by jej/jego potrzeby były brane pod uwagę? Transformacyjna retoryka piętnowała ekonomiczne żądania pewnych grup (nie, przedsiębiorcy i inwestorzy się do nich nie zaliczali) jako niedojrzałą roszczeniowość i tego rodzaju myślenie pozostało nie podlegającym dyskusji dogmatem w „opiniotwórczych” mediach głównego nurtu aż do czasu wygranej PiS. Pod tego rodzaju presją nie jest łatwo domagać się spełnienia naszych postulatów przez państwo.

Czy domagając się zmian lub głosując za nadną osobę mamy pełny obraz sytuacji? Dysponujemy wiedzą na temat możliwych rozwiązań? Bardzo często nie, bo edukację skończyliśmy w szkole i w życiu dorosłym nie mamy zbyt wielu możliwości, żeby się uczyć. A powinniśmy mieć. Uczymy się przez całe życie przecież. Uważam, że jednym z zadań władz publicznych powinna być edukacja także dorosłych, co w demokracji jest po prostu niezbędne.

Co z tego, że ogłosimy i przeprowadzimy konsultacje społeczne jeśli przyjdą osoby z pogądami na temat z połowy XX wieku, a urzędnik z tymi samymi poglądami zgodzi się z nimi i nic się nie zmieni, pomimo tego, że żyjemy w XXI wieku.

W Lublinie mamy prawdopodobnie taką sytuację. Miastem rządzi Krzysztof Żuk, który na temat transportu chociażby ma poglądy samochodocentryczne rodem z połowy XX wieku i nie ma znaczenia ile podpisał dokumentów mówiących o transporcie zrównoważonym na miarę XXI wieku. Miasto tworzy tak jak podoba się jemu i dyrektorowi Zarządu Dróg i Mostów, mają poglądy identyczne – o tym świadczy to jak działa transport w Lublinie.
Możemy chodzić na konsultacje społeczne, ale nie ma to znaczenia w konfrontacji z betonem poglądów obu panów, a w internecie przeczytamy głosy mieszkańców (głównie mężczyzn), które to głosy będą bić brawo obu panom, gdy będą realizować XX wieczne idee.

I dopiero PiS dał ludziom gotówkę do ręki przy krzykach PO, że się nie da i Polska się zawali. Polska się nie zawaliła, ludzie cieszą się z gotówki w kieszeni i z tego, że nierówności społeczne zmniejszyły się o te 500pln miesięcznie. I teraz stać trochę więcej osób na realizowanie modelu życia, który widzą w telewizji prowadzonej przez sytych (bogaczy).

Nie ulega wątpliwości, że prawicowe narracje oferujące poczucie godności budowane na naznaczeniu jakichś gorszych innych są kusząco łatwe. Wizja powszechnej równości może zachwycać, ale jej realizacja bywa bolesna, bo o ile nie jesteśmy na samym społecznym dnie, wymaga rezygnacji z pewnych przywilejów. Dlatego stawiając innym takie wymagania nie możemy tego robić z uprzywilejowanej pozycji tych, którzy wiedzą i sami nie podlegają krytyce. Domagając się równości dla kobiet, osób nieheteronormatywnych czy o innym kolorze skóry, nie możemy jednocześnie wspierać klasizmu, gdyż w ten sposób kompromitujemy nasze ideały i napędzamy zwolenników szowinistycznej prawicy. Z takim „lewactwem” lud na pewno nie będzie chciał rozmawiać.

Obym i ja w końcu umiał być rozmawiać nie z pozycji wyższości, że zawsze wiem lepiej. Oj przydałoby się.

Źródło: https://wjadrodyskursu.blogspot.com/2019/05/jak-rozmawiac-z-ludem.html


Jeśli jednak chcemy nad nimi panować, odebrać im ich ziemię i zmusić do pracy dla nas, to potrzebujemy uzasadnić to ich gorszością – najlepiej biologicznie wrodzoną. Jak wiadomo, kolonizowane ludy były dzikie i barbarzyńskie, dlatego trzeba było zawieźć im cywilizację. Z kolei przypięcie pewnym ludziom łatki leniwych wspaniale uzasadnia zmuszanie ich do niewolniczej pracy. Zwróćmy uwagę, że na cudze lenistwo zawsze najbardziej narzekają wyzyskiwacze. Robili to amerykańscy właściciele niewolników i cecha ta wciąż stereotypowo przypisywana jest Afroamerykanom. Ale dokładnie tak samo polska szlachta już w XV wieku narzekała, że leniwi chłopi „gdy dzień panu robić mają, częstokroć odpoczywają.” Nic się od tego czasu nie zmieniło i wciąż za najbardziej pracowitych uważają się ci, którzy w pocie czoła zaganiają do pracy innych.

Analogiczną funkcję usprawiedliwiania i podtrzymywania władzy spełniają kulturowe definicje kobiecości. Aby zamknąć kobiety w domach uzależniając je ekonomicznie od mężczyzn, trzeba było im wmówić, że są „z natury” opiekuńcze, bez macierzyństwa nie osiągną szczęścia w życiu, a niezależność finansowa pozbawia je kobiecości. Jeśli „kobieca kobieta” nie może być silna fizycznie, ułatwia to mężczyznom stosowanie przemocy. Natomiast twierdzenia, że kobiety obdarzone są wrodzonym wstydem, który sprawia, że zawsze mówią „nie”, gdy myślą „tak”, usprawiedliwiają przemoc seksualną.

Takie działania [zapewnienie podstawowego dochodu gwarantowanego, zapewnienie wysokiej jakości edukacji dla wszystkich] podważyłyby jednak kluczowy atrybut klasy średniej: jej wyższość w stosunku do „plebsu”. A o tyle, o ile tożsamość klasy średniej oparta jest na dominacji, z pewnością nie da się jej upowszechnić: nie możemy wszyscy być lepsi od innych. Pouczający potrzebują pouczanych, nadzorujący nadzorowanych. Nie możemy też wszyscy pracować umysłowo, ponieważ bez różnego rodzaju prac fizycznych, których nie da się zautomatyzować, społeczeństwo po prostu nie mogłoby funkcjonować.

I to może dlatego też, część osób chce zmniejszenia podatków? Żeby po prostu nie było pieniędzy na wyrównywanie szans i wysokiej jakości usługi publiczne (m.in. edukację, służbę zdrowia).
Jeśli ktoś jest niewykształcony, ale i chory, to jest gorszy, bo nie zadbał o siebie?
Konserwatyzm (prawica) chce ograniczenia roli państwa, żeby państwo nie pomagało rozwijać się innym? Żeby tylko konserwatyści już wykształceni i już na swoich wygodnych pozycjach byli jedynymi o takim statusie, żeby nikt więcej tego statusu osiągnąć nie mogł i żeby mogli się tym konserwatyści szczycić?

Podobnie też iluzja niezależności „zaradnych” przedsiębiorców opiera się na dostępności taniej siły roboczej, której mogą dowolnie dyktować warunki, bo „na twoje miejsce czeka dziesięciu chętnych.”

Wszystko, co wytwarzamy we współczesnych złożonych ekonomicznie społeczeństwach, jest tak naprawdę efektem wspólnej pracy, a to, że niektórym udaje się zagarnąć większą część jej owoców, nie jest kwestią ich zasług, lecz dominującej pozycji w systemie władzy. Dlatego twierdzenie, że bogactwo i sukces są wiernym odzwierciedleniem indywidualnego wysiłku, jest fałszem umożliwiającym silniejszym wyzyskiwanie słabszych. Bez czerpania zysków z cudzej pracy nie ma kapitalizmu, dlatego ta część ideologii klasy średniej również nie może zostać zuniwersalizowana: wyzyskiwacze nie istnieją bez wyzyskiwanych.

Zatem jako dziecko i rzeczniczka kapitalizmu klasa średnia absolutnie nie może być apostołką równości ani wolności – bo z pewnością nie jest nią posiadanie wyboru, czy zasuwać za miskę ryżu, czy może umrzeć z głodu.

Aby domagać się równych praw, trzeba czuć, że się nam one należą, a trudno zachować takie przeświadczenie, jeśli od zawsze wmawiano nam, że balansowanie na granicy przeżycia to maksimum tego, czego możemy oczekiwać od życia. Jeśli z oburzeniem naznaczano nas łatką niedojrzałej roszczeniowości, nawet gdy formułowaliśmy najbardziej podstawowe żądania. To właśnie dlatego centrum Warszawy blokują swoimi luksusowymi autami strajkujący przedsiębiorcy, zaś ludzie nieporównanie mocniej dotknięci przez kryzys nie są w stanie upomnieć się o swoje.

Źródło: https://wjadrodyskursu.blogspot.com/2020/05/nie-szczuj-i-nie-daj-sie-szczuc-czyli.html




Kategorie

Archiwum