Nagranie powstało podczas Kaftan Open pierwszego turnieju rowerowego polo w Lublinie w ramach Lublin Sportival.

Czym jest bike polo? Jak gra się w bike polo? Co jest fajnego w bike polo? Obejrzyj:

Reklamy

[…] Kruczkowskiego, przy której mieści się m.in. szpital wojewódzki na ul.Zbigniewa Herberta […]

Źródło: http://www.dziennikwschodni.pl/lublin/wojewoda-zdecydowal-sa-nowe-nazwy-ulic-w-lublinie-nie-budza-najmniejszych-kontrowersji,n,1000210255.html


20 [świetnych, ciekawych] rozmów o tym, co z nami dalej. Naprawdę polecam, bo w książce jest wiele ciekawostek ludzi, którzy mają kompetencje i kwalifikacje by mówić o sprawach ważnych, a którym aktualnie nie poświęcamy tak wiele uwagi lub które prowadzone są przez ludzi nieodpowiednich.

Kiedy w 2008 roku upadł Lehman Brothers i wybuchł kryzys, prezesi amerykańskich banków pobiegli po pomoc do rządu. Jak trwoga, to do państwa. Zagorzali wyznawcy kapitalizmu, czciciele deregulacji i wolnego rynku ustawili się w kolejce do budżetu po pieniądze. I rząd im je dał.

Profesor Elizabeth Warren w amerykańskim Kongresie mówiła ostatnio tak: „Nie ma w tym kraju nikogo, kto doszedł do bogactwa sam. Nikogo! Zbudowałeś fabrykę – to świetnie. ALe powiedzmy sobie szczerze, woziłeś towary po drogach, za któ©e reszta z nas zapłaciła. Zatrudniałeś pracowników, których wykształcono za nasze pieniądze. Byłeś bezpieczny w swojej fabryce, bo za nasze pieniądze pilnowały cię policja i straż pożarna. Miałeś świetny pomysł, wyszło ci coś cudownego – Bóg z tobą. Weź dla siebie kawałek tortu. Ale częścią umowy społecznej jest to, że resztę oddasz następnemu dziecku, które będzie chciało pójść w twoje ślady”.

Kryzys zweryfikował wiele poglądów. Niedawno amerykański ekonomista Joseph Stiglitz odwiedził Szwecję i zapytał ministra finansów, jak to możliwe, że tak świetnie sobie radzą. „Bo mamy wysokie podatki” – usłyszał. Pieniądze podatników dobrze inwestują w obszary strategicznego rozwoju. Tyle, że oni mają sprawne państwo współdziałające zarówno z biznesem, jak i klasą pracowniczą.

-Zbytnia koncentracja kapitału w rękach zamożnych osób powoduje nadmiar oszczędności. Gdzie te pieniądze lądują? Na przykład w zagranicznych funduszach inwestycyjnych. Fundusze kupują akcje. Akcje idą w górę. Bańka rośnie. Im więcej mają bogaci, tym większa bańka. Biedny – jak mu coś skapnie – to zaraz wyda. Na lepsze jedzenie. Albo zrobi remont łazienki, któ©y planował od lat, kupi polskie kafelki.

[…] Od zmiany rządów są wyborcy, a nie maklerzy giełdowi i prezesi banków. Chyba że przyznamy oficjalnie, że skończyła się demokracja. I że prezes banku lepiej wie, czego trzeba Grekom.
Na razie ludzie robią wszystko, co im każemy robić. Grecja, Hiszpania… Kto zmieniał premierów? Rynki. W czerwcu rok temu wybory w Grecji mogła wygrać lewicowa SYRIZA. Bez przerwy były opowieści, że na rynkach finansowych będzie kataklizm. I wystraszono Greków, zagłosowali inaczej.

-Takie dyskusje toczą się teraz na całym świecie. Niech pan pomyśli, jak się czują urzędnicy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, kiedy ich nowa szefowa Christine Lagarde bez ironii cytuje Marksa i ogłasza, że trzeba walczyć z nierównościami dochodowymi. Klimat ideowy bardzo się zmienił.

Pamięta pan, że w 2003 roku w Polsce obniżono gwałtownie stawkę podatku korporacyjnego CIT z 27 do 19 procent? […]
Wie pan, co się stało? Stopa inwestycji, jak stała przed obniżką podatków, tak samo pozostała martwa przez kilka następnych lat, a pieniądze wylądowały na rachunkach bankowych. Rynek nie zachował się tak, jak jest napisane w podręczniku.

W podręczniku student przeczyta, że rynek kapitałowy jest ważnym elementem kapitalistycznej gospodarki. Jaki jest argument? „Rynek kapitałowy sprzyja optymalnej alokacji zasobów”. Piękne. Tylko żadne badania prowadzone na świecie nie udowodniły, że jest coś takiego jak efektywność informacyjna rynku. Czyli że wiem, że rynek wycenia właściwie jakieś akcje, i mogę tam swoje oszczędności ulokować. Rynki są nieodporne na wstrząsy, histerie, jest „efekt poniedziałku”, „efekt weekendu”, „efekt stycznia” i czort wie czego jeszcze. Wszystko wprowadza zaburzenia.

Czyli mamy znakomitą teorię, ale w realnym życiu wszystko jest wyjątkiem od tej teorii?
-Tak. Z neoliberalnym kapitalizmem jest trochę jak z realnym socjalizmem. On działa znakomicie w podręczniku. Piękna utopia.

Trzeba podnieść podatki?
-Żeby doinwestować państwo, trzeba mieć pieniąðze. I myślę, że trzeba będzie podnieść podatki dochodowe. przywrócić w Polsce skalę trzystopniową w PIT. To pozwoliłoby obniżyć stawki VAT – podatku niesprawiedliwego, który najbardziej obciąża biednych.

Ale dzięki temu ludzie w Kenii mają pracę. Jeremi Mordasiewicz z Lewiatana by ci wyjaśnił, że bez fasolowego koncernu nie zarabialiby nic.
-To nie takie proste, że lepsze jest cokolwiek niż nic. Drobni właściciele ziemi w Afryce – i to proceder znany – są rugowani przez państwo, które sprzedaje ziemię wielkim koncernom pod taką właśnie produkcję. Chce ściągnąć kapitał, więc daje ulgi, niskie podatki i tanią ziemię. Niektóre koncerny kupują taką ziemię jako zabezpieczenie kapitałowe i ona leży odłogiem. Jednocześnie pozbywa się kawałka ziemi miejscowych, którzy mogli sobie tę żywność produkować. Łatwo ich wyrzucić, bo ziemia użytkowana jest nieformalnie, uprawiali ją latami, ale bez tytułu własności. Zabrano im słabą ziemię, na której ledwo wegetowali, to prawda. Ale dano jeszcze słabszą pracę dla koncernu. Dobra zmiana? To jest rozwój?

Ludzie biedni się dzielą?
-Empatia rodzi się z wyobraźni. Jeżeli nigdy nic podobnego mnie nie spotkało, to ja to odrzucam. uważam, że biedy nie ma. Albo że jest zawiniona.

Zawiniona?
-To powszechne przekonanie wśród polskiej klasy średniej: biedni są sami sobie winni, bo leniwi i niezaradni. Jeśli za wszelką cenę chcę wierzyć, że to, co mam, słusznie mi się należy, i nie zamierzam się z nikim dzielić, to wygodnie uznać, że tamci nie mają, bo się nie postarali. Wtedy mój świat jest poukładany. Znika poczucie winy. Ten mechanizm działa zwłaszcza wśród naszych elit, które się nachapały.

Zanim rozpoczęła się w Polsce neoliberalna okupacja i zaczęto realizować plan Balcerowicza, zasięgnięto rady szwedzkich socjalistów, co sądzą o tym zestawie reform. Przysłali miażdżący raport, którego konkluzja brzmiała; nie idźcie tą drogą. W Polsce przeczytano i schowano do szuflady.

Biedni chętnie brali ode mnie pomoc, ale nie było to wystarczającym powodem, żeby szli na wybory. Pamiętam takie osiedle bloków zakładowych, kilka tysięcy ludzi sprzedanych prywaciarzowi, oni byli w kompletnej dupie. Sporo dla nich zrobiłem. Dostałem tam dwa głosy.

Ja głupieję.
-Bo dał pan sobie wmówić, że ekonomia to nauka ścisła, w której wszystko musi się zgadzać.
A nie?
-Skąd! To nauka społeczna niesłychanie miękka, pełna intuicji i hipotez. Przyzwyczailiście się traktować ekonomistów jak głosicieli matematycznych twierdzeń i prawd udowodnionych raz na zawsze. „Nieuchronne prawa rynku” – to jedno z bardziej złudnych sformułowań, jakie znam. Dla ekonomistów taka nobilitacja jest nawet przyjemna, ale dla reszty ludzkości szkodliwa.

-Jeśli nia chcesz się składać na obecnych emerytów, to powinieneś swoje życie zawodowe zacząć na Księżycu. Tam nie ma nic. I nie będziesz musiał nikomu nic oddawać, bo nikomu nic nie będziesz winien. A tutaj wykorzystujesz ulice, mosty, domy, wiedzę, a także sztukę, literaturę, filmy i wszystko co wytworzyły poprzednie pokolenia. I dlatego należy się twoim poprzednikom utrzymanie, najlepiej godziwe.

Nie znam mocneijszego głosu w kwestiach społecznych niż książki Hugo, Zoli czy Dickensa. To one zmieniły świat i nasze myślenei dużo bardziej niż wszystkie ideologiczne „izmy”.

1 preocent najbogatszych zgarniał 24 procent dochodu narodowego w roku 2007 oraz w roku 1928, czyli pod tym względem nastąpił regres do czasów sprzed Wielkiego Kryzysu. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych było to zaledwie 10 procent.

Jakich złudzeń?
-Że wszystko mogę sam.
Wykupię sobie złoty pakiet w prywatnej przychodni, dzieci poślę do prywatnej szkoły, bo rejonowa jest okropna, nie wsiądę do publicznej komunikacji, tylko do własnego auta, i na emeryturę też sobie odłożę sam. To jest ułuda, to nie działa. Bo ten pachnący prywatny szpital, gdy stanie się coś poważnego, to i tak zawiezie pana do publicznej izby przyjęć. Tak samo prywatne OFE – jeśli straci pan etat i będzie harować na śmieciówce to nie wypłacą panu emerytury.
Potrzebujemy powrotu społeczeństwa. A ci, którym się noga powinie, powinni spadać na siatkę bezpieczeństwa rozciągniętą przez bliźnich.

To ważne, żeby syn kasjerki mógł siedzieć w ławce z synem prezesa albo profesora?
-Tak. Uważam, że to jedna z głównych przyczyn sukcesów edukacyjnych polskich dzieci. Dotąd pielgrzymki specjalistów jeździły do Finlandii. W kółko tam pytali: „Jak to robicie, że macie takie świetne szkoły/”. Teraz – po ostatnich wynikach PISA – zaczynają jeździć do nas. Widać niesamowite zaciekawienie Polską po sukcesach naszych uczniów w programie międzynarodowej oceny umiejętności. W ostatnim badaniu PISA wzięło udział 300 tysięcy piętnastolatków w sześćdziesięciu pięciu krajach. Wypełniały te same testy. Polscy uczniowie okazali się lepsi niż brytyjscy, szwedzcy czy francuscy. W czytaniu ze zrozumieniem i w matematyce osiągnęli poziom uczniów z Finlandii, a to już jest ścisła europejska czołówka. Również w naukach przyrodniczych jesteśmy na podium Unii Europejskiej.
Nasze szkoły są podawane za wzór w amerykańskich podręcznikach opisujących najlepsze systemy edukacji w świecie. Na szczycie edukacyjnym w Nowym Jorku pytano mnie: „W czym tkwi ten wasz sekret?”.

I co pan odpowiadał?
-Longer together.
Polski patent polega na tym, że dzieci są dłużej razem. Sześć lat podstawówki plus trzy lata gimnazjum z tą samą podstawą programową. To w sumie dziewięć lat bycia razem w rejonizowanych szkołach, gdzie spotykają się dzieci z różnych warstw społecznych, z różnymi zdolnościami.

Wymieszane.
-Można to porównać do peletonu kolarskiego. Jeśli kolarze będąs ię trzymać razem, to szybciej dojadą do mety. Natomiast jeśli ich podzielimy na grupę najlepszych, średnich i najgorszych, zmierzymy tym trzem grupom czas i wyciągniemy średnią, to będzie niższa. Chociaż ci najlepsi oczywiście dojadą trochę szybciej.
Ostatnie wyniki PISA dają nam silne argumenty za edukacyjnym egalitaryzmem, tylko trzeba dokładnie te wyniki czytać. W Polsce testy pisało sześć tysięcy losowo wybranych uczniów z różnych szkół: miejskich, wiejskich, tych z czołowych miejsc w rozmaitych rankingach i tych słabszych. I co się okazuje? Wyniki uczniów oczywiście różnią się znacząco, ale ni ma między nimi przepaści, co oznacza, że wszystkie szkoły trzymają pewien poziom. W porównaniu z poprzednim badaniem znacznie wzrósł odsetek uczniów wybitnych, rozwiązujących świetnie najtrudniejsze zadania, ale poprawiły się też wyniki najsłabszej ćwiartki. Innymi słowy, polska edukacja ciągnie do góry wszystkich uczniów, a nie tylko tych najlepszych.


Zaprezentuję tylko kilka wskaźników. Po pierwsze, beneficjenci 500 Plus wydali w 2016 r. o prawie 90 proc. więcej pieniędzy na urządzenia domowe niż w 2015 r. Z kolei wydatki na remonty i zakupy mieszkań wzrosły o ponad 84 proc., a na zakup środków transportu o blisko 62 proc. Co więcej, w 2016 r. ponad 13 proc. więcej środków niż rok wcześniej rodziny/osoby korzystające z 500 plus przeznaczyły na spłatę zobowiązań, albo zaczęły oszczędzać. W poprzednich latach w tych dwóch ostatnich kwestiach zaznaczał się regres – rodziny miały coraz mniej środków na spłatę długów lub robienie oszczędności.

[…] A każdy, kto zna nie tylko prowincjonalną, ale po prostu tę biedniejszą Polskę dobrze wiedział, że przez lata ubogi portfel był najoczywistszą przyczyną braku solidnych remontów w domach, dożynania starego samochodowego szrotu, wiązał się z niemożnością rodzinnego wyjazdu na wakacje, albo nie pozwalał na wysłanie dzieci na wczasy.

Zastanawiam się niekiedy, w którym momencie klasa polityczna przestała dostrzegać tę realną, uboższą Polskę i zapatrzyła się we własne dość dostatnie życie albo w seriale telewizyjne, robione w Polsce na ogół wedle średnioklasowej sztampy.

Źródła:

Felieton (2 grudnia 2017) – https://www.polskieradio.pl/130/5522


Gdyby komuś brakowało tematu pracy dyplomowej to tutaj będą pojawiały się pomysły:

– Ankieta wśród grupy społecznej np. studentów na temat transportu i posiadania (czy poruszają się po mieście samochodem czy tylko dojeżdżają do miasta nauki z domu? Dlaczego dojeżdżają do miasta nauki samochodem?


Kiedy należało zamknąć projekt pod nazwą Specjalne Strefy Ekonomiczne? Jak długo z publicznych pieniędzy finansowane będą powstające firmy, tym bardziej, że to głównie instytucje z zagranicy korzystają z ulg („W 2015 r. polskiego pochodzenia było około 20% kapitału zainwestowanego w strefach”).

w 2012 r. w kobierzyckiej podstrefie wałbrzyskiego Invest Parku działa chiński podwykonawca koreańskiego koncernu. Pracownicy próbują nawiązać dialog z szefostwem. Domagają się sprawiedliwej ewaluacji pensji, przestrzegania zasad BHP i utrzymania połączeń autobusowych, którymi dojeżdżali do strefy. Piszą petycje i prośby. Gdy to nie działa, wchodzą w spór zbiorowy. Pracodawca nie negocjuje, tylko zwalnia chronionych prawem „prowodyrów”. W odpowiedzi większość zmiany w geście solidarności odmawia podjęcia pracy. Pracodawca wyrzuca wszystkie 24 osoby. Spór przed sądem pracy ciągnie się dwa lata. W międzyczasie najbardziej aktywny organizator akcji popełnia samobójstwo.

[…] W marcu 2017 r. w mieleckim Euro Parku wszyscy pracownicy fizyczni niemieckiego producenta części samochodowych opuszczają swoje stanowiska pracy. Domagają się lepszych płac w weekendy zamiast dni wolnych w tygodniu oraz podwyższenia stawek godzinowych. W końcu tyle się mówi o rynku pracownika. „Powiedziano nam, że jeśli nie przyjdziemy w sobotę czy niedzielę do pracy, zostaniemy zwolnieni dyscyplinarnie. Dyrektorzy straszą, że jeśli nie chcemy na takich warunkach pracować, to chętnie na nasze miejsce przyjadą Ukraińcy. Dziennie produkujemy nawet około 30 ton metalowych części”.

[…] Małgorzata Maciejewska z Uniwersytetu Wrocławskiego, autorka raportu „Zmęczone ciała i bezcenne produkty”, w którym kilka lat temu opisała warunki pracy kobiet w specjalnej strefie ekonomicznej przemysłu elektronicznego. Wyjątkowość pracy Maciejewskiej polegała na tym, że na dwa miesiące zatrudniła się w podstrefie kobierzyckiej, w fabryce produkującej telewizory LCD dla koreańskiego koncernu LG. Obraz, jaki wyłonił się z jej raportu, nie przypomina kolorowych prezentacji zysków z inwestycji. Zamiast tego były blaszaki otoczone drutem kolczastym, daleko poza miastem, ciągły nadzór, bardzo ciężkie warunki pracy w zamian za możliwie najniższe wynagrodzenie na śmieciowych warunkach. A do tego poczucie bezradności potęgowane przez świadomość, że strefy są swego rodzaju eksterytorialnymi enklawami, na których polskie prawo pracy jest jakby rozwodnione. A polskie państwo dodatkowo nagradza przywilejami podatkowymi działający tam kapitał.

To niegodne straszyć pracowników imigrantami, ale to się dzieje niestety. Podczas protestu medyków także mówi się o pracownikach z zagranicy, którzy mogliby zająć miejsca pracy aktualnie zatrudnionych. Co gorsza rząd zamiast poprawić sytuację pracowników też straszy otwarciem rynku. Przy takiej polityce w Polsce nigdy nie będzie można godnie pracować i żyć.

Źródło: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1727198,1,czy-polska-bedzie-jedna-wielka-strefa-ekonomiczna.read

Polecam także: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1728302,1,mlodzi-polacy-podliczaja-panstwo-i-glosno-mowia-nie.read




Kategorie