Przyswojona kultura konsumpcyjna osłabia struktury osobowości, mechanizmy obronne i kładzie podwaliny pod ostateczną demoralizację. Jej cechy napędowe – indywidualizm, materializm, hiperkonkurencja, chciwość, nadmierne skomplikowanie, przemęczenie, pośpiech i zadłużenie – odbijają się negatywnie na zdrowiu psychicznym i/ lub społecznym. Poziom intymności, zaufania i prawdziwej przyjaźni odnotował w życiu ludzi gwałtowny spadek. Źródła mądrości, wsparcia społecznego i wspólnotowego, komfortu duchowego, rozwoju intelektualnego i edukacji życiowej po prostu wyschły. Bierność i wybory konsumenckie wyparły kreatywność i kunszt. Atrybuty odporności, chociażby cierpliwość, powściągliwość i hart ducha, zastąpiło zniecierpliwienie, przesadna pobłażliwość i masturbacyjne podejście do życia.

Naczelne zasady organizacyjne i praktyki kultury konsumpcyjnej zaprojektowano tak, by utrwalały „próżnię egzystencjalną” będącą prekursorem demoralizacji. Ta wewnętrzna pustka często przybiera spodziewaną postać chronicznego i nieuniknionego znudzenia. Wbrew zewnętrznym pozorom epoka konsumenta jest śmiertelnie nudna. Stan ten nie rodzi się dlatego, że wykonywane czynności są ze swej natury niezajmujące, lecz dlatego, że uczestnik nie odnajduje w nich znaczenia. Skoro żywot konsumenta kręci się wokół bezsensownych, sfabrykowanych, trywialnych, materialnych pragnień, zostaje on szybko wypełniony zblazowaniem, znużeniem i niezadowoleniem. To z kolei przeobraża się stopniowo w „nudę egzystencjalną”, czyli bytowanie nieinteresujące i niewdzięczne.

Współczesnym ludziom brakuje wartości, które byłyby drogowskazem w życiu?

Źródło: https://exignorant.wordpress.com/2018/08/20/zdemoralizowany-umysl/

Reklamy

Wnuki?

– Jeszcze nie, ale mam nadzieję… Znaczy, patrząc z perspektywy zwyczajnoludzkiej, bo tak poza tym to ostatnio zacząłem się zastanawiać, czy to w ogóle ma sens.
I?

– No właśnie nie wiem, mam wątpliwości.

Czy ja mam się cieszyć z tego, że przyjdą na świat moje wnuki, które w zasadzie…
Zdaje mi się – czy pan ma w oczach łzy?

– Oj, no bo ta perspektywa dla nich jest naprawdę kiepska.

Kolejna rzecz: bardzo ograniczyłem podróże, w tym służbowe samolotem…
Na rzecz czego?

– Telekonferencji. Jak nie muszę, nie jadę, nawet jak mnie zapraszają. A jak już, to koleją.

Kolejna rzecz: przejrzałem odbiorniki energii w domu. I wyłączyłem wszystko, czego nie potrzebuję. A to, czego potrzebuję, w miarę możliwości zamieniłem na energooszczędne. Oczywiście w ramach rozsądku, bo jak pralka pracuje, to nie ma co jej wymieniać na nową, wyprodukowanie nowej energetycznie jest też kosztowne.

Kolejna rzecz: ograniczyłem mięso. Bo jego produkcja jest bardzo kosztowna energetycznie. A to dlatego, że to jest przecież podwójny cykl.

Źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,24144162,35-stopni-w-cieniu-na-razie-jest-super-nie-niebawem-wyginiemy.html?fbclid=IwAR1BaRUoEMD8IpudiYSb23uUrDPFkBS79VGTLXb13w_Ycvw467tnoj16ePY


Tak naprawdę wszystko zależy od nas. W tym nowym świecie nie będzie miejsca na prawa człowieka w rozumieniu europejskim, jeśli Europa będzie słaba i poszatkowana. Czyli po pierwsze trzeba uratować integrację i liberalną demokrację w Europie. Nie dopuścić do podziału na Europę Macrona w kontrze do Europy Orbana, bo wtedy weźmiemy się za łby i przestaniemy się liczyć w nowej układance. Musimy odrobić pracę domową tu, na miejscu, jeśli chcemy mieć jakiś wpływ na rodzący się świat.

Źródło: http://next.gazeta.pl/next/7,151003,24224971,swiatu-zostalo-piec-lat-do-wojny-amerykanie-nie-oddadza-roli.html


Wynika to z procesu, który ma miejsce w kapitalizmie od początku jego istnienia – z przerzucaniem na barki społeczeństw i planety tzw. kosztów zewnętrznych (zanieczyszczenia powietrza, ziemi i wody gazami cieplarnianymi, toksycznymi odpadami oraz zwykłymi śmieciami). A te są w ogromnym stopniu odpowiedzialne za sytuację, w jakiej się znaleźliśmy. Za katastrofę ekologiczną.

Aby kapitalizm mógł istnieć, musi produkować wciąż nowe potrzeby. To z kolei wymaga przekonania ludzi do tego, aby nigdy nie zadowalali się tym co mają. Produkowania w nich poczucia permanentnej frustracji. Narzędziem jest reklama. Wytwarza ona w nas ciągły niepokój co do stanu naszego posiadania. Wciąż wyżej i wyżej stawia nam poprzeczkę. Za jej sprawą dokonuje się także coś, co określa się mianem instytucjonalizacji zawiści/zazdrości. Wciąż porównujemy się z innymi i zauważamy, że zawsze znajdzie się ktoś, kto ma więcej. A przekaz reklamowy podsyca w nas zawiść, mówiąc nam: ciebie też na to stać.

[…] serial „Dynastia” spowodował większe straty ekologiczne niż setki elektrowni węglowych. Rozpowszechnił on bowiem w całym świecie amerykański model sukcesu, który jest ogromnie nieekologiczny. Nie przypadkiem mieszkańcy USA, którzy stanowią ok. 5 proc. populacji Ziemi, zużywają ok. 25 proc. jej zasobów. Rozpowszechniające się wraz z globalizacją amerykańskie wyobrażenia sukcesu i konsumpcji okazały się kulturową bronią masowego rażenia. Spowodowały bowiem, że miliardy ludzi na Ziemi zapragnęły żyć tak, jak bohaterowie serialu „Dynastia”, a jeśli nie, to chociaż tak jak przeciętny Amerykanin. Mieć własny samochód, dom z ogródkiem i od czasu do czasu odwiedzać ciekawe miejsca na świecie (koniecznie Paryż, Wenecję, Barcelonę i Dubrownik, miasta, które już duszą się od nadmiaru turystów, ten sam los czeka Kraków).

W tym sensie można powiedzieć, że Zachód tak bardzo obawiający się dziś ocieplenia klimatu padł ofiarą własnego sukcesu, a dokładniej sukcesu swego systemu wartości. Opartego na indywidualnej konsumpcji i przekonaniu, że to, co najważniejsze, dzieje się w relacji pomiędzy człowiekiem a rzeczami.

Poczucie szczęścia i zadowolenia z życia obserwowane w małych wspólnotach krajów biednych, jak kraje południowej Ameryki czy południe Włoch, jest świadectwem utrzymującej się wciąż gdzieniegdzie umiejętności czerpania satysfakcji przede wszystkim z relacji z innymi ludźmi, a nie relacji z rzeczami.

Z kryzysem ekologicznym poradzimy sobie bowiem dopiero wtedy, gdy relacje człowiek–człowiek staną się ponownie ważniejsze niż relacje człowiek–rzeczy. Gdy wspólnie oglądane zachody słońca, długie rozmowy przy kieliszku wina i wymiana uśmiechów na dzień dobry staną się ważniejsze niż pożądanie nowego SUV-a czy tęsknoty za zamianą mieszkania na większe. Gdy poczucie radości, jakie daje bycie członkiem wspólnoty, która obdarza nas szacunkiem i uznaniem, stanie się ponownie ważniejsze niż dążenie do indywidualnego sukcesu materialnego w szaleńczej rywalizacji z innymi.


– Teraz straż miejska ma możliwość ukarania kierowcy samodzielnie – mówi Przemysław Piwecki z poznańskiej straży miejskiej.

W praktyce cała procedura wygląda tak, że jeżeli strażnik odczyta tablicę rejestracyjną ze zdjęcia, może od razu zabrać się za ustalanie właściciela auta. Oczywiście zdjęcie musi być wyraźne i nie budzić wątpliwości, że jest autentyczne, niezmanipulowane.

– Strażnik ustala wtedy właściciela poprzez CEPiK, wzywa go, ustala kto był sprawcą wykroczenia i może ukarać mandatem. Gdy informacja jest niepełna, wtedy musimy wezwać osobę, która nam to zdjęcie udostępniła i uzupełnić dane – wyjaśnia Piwecki.

Jeśli więc chcemy powiadomić straż miejską o wykroczeniu, trzeba pamiętać, żeby oprócz zdjęcia zawrzeć informacje o lokalizacji, dacie i godzinie.

Źródło: https://www.tvn24.pl/poznan-bat-na-nielegalne-parkowanie-do-mandatu-wystarczy-zdjecie,890414,s.html?fbclid=IwAR2fxlFUwqE5YloCcqkZfhVlMsTXPyNPwCmFwF4t2L9mPfiHvu6Lzl_bh2M




Kategorie