07Kwi21
Autor ma nadzieję na zmianę, oby tak było. Póki co we władzach miasta nie widać zmiany, dziadersi są odporni na rzeczywistość.

Bez solidarności nie przetrwamy ważnych prób.

[…] żeby absolwenci zostali w mieście muszą mieć dostęp do tanich mieszkań, także na wynajem. W skrócie. Jeśli student po zakończeniu nauki, chce tutaj zamieszkać, bo uwiodła go panorama Starego Miasta oglądana ze wzgórza Czwartek, to powinien mieć taką możliwość. Tymczasem cena wynajmu mieszkania pochłonie lwią część jego pensji.

Tymczasem przykład Wiednia pokazuje, że stabilny system mieszkań na wynajem ma decydujące znaczenie dla jakości życia w mieście.

Partycypacja ma być rzeczywistością, a nie działaniem pozornym.

Źródło: https://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,26919180,siedem-wyzwan-dla-lublina-szukamy-przepisu-na-miasto-szczesliwe.html


Warto dodać, że faktycznie niskie pensje są problem, ale nie dla osób, które znajdują się wysoko w hierarchii społecznej, ale tych znajdujących się nisko, to właśnie te osoby wyjeżdżają, to nie 20 tysięcy menedżerów wyższego szczebla opuściło nasz kraj, ale pielęgniarek.

Przechodząc do puenty – ze względu na to, że my, jako całe społeczeństwo złożyliśmy się na ich sukces, uważamy, że jest jak najbardziej sprawiedliwe, by płacili oni wyższe podatki. Nie dajmy się przekonać, że przedsiębiorcy wyjadą tylko przez to, że zwiększy się nałożone na nich zobowiązania finansowe. Cały ich majątek zwykle zależny jest od państwa i od sieci kontaktów i instytucji, które stworzyli w Polsce, to my, jako społeczeństwo złożyliśmy się na ich sukces. 

Chcielibyśmy tutaj zadać pytanie, czy sprawiedliwe jest, że osobom, dla których każde sto złotych jest ważne, oddają państwu około 40% swojego dochodu, a osoby bogate od 30% do 20%, gdzie dla tych nich każde kolejne 100 złotych nie powoduje łatwo obserwowanego wzrostu jakości życia.  

Niski poziom uzwiązkowienia, słaba i niedofinansowana państwowa inspekcja pracy, ogromny wzrost nierówności po upadku PRL, niskie wydatki na badania i inwestycje rozwojowe, uwarunkowania historyczne – to są niektóre z czynników, które spowodowały, że przeciętny Polak zarabia mało w niestabilnych warunkach pracy (Polska ma jeden z najwyższych odsetków osób pracujących na umowie tymczasowej)  i uważa dochód w wysokości 120 tys. za nieosiągalny i niestety ma jak najbardziej słuszne przesłanki, by tak sądzić.

Źródło: https://obserwatorgospodarczy.pl/komentarze-i-analizy/2009-nie-bojmy-sie-opodatkowac-najbogatszych

Niedawno Super Express postanowił zlecić sondaż z bardzo prostym pytaniem skierowanym do respondentów “jak oceniają pomysł wprowadzenia dodatkowego progu podatkowego w wysokości 50%, dla dochodów powyżej 120 000 PLN rocznie?” aż 46% Polaków wypowiedziało się o takim pomyślę w pozytywny sposób

Źródło: https://superbiz.se.pl/wiadomosci/nowy-podatek-panstwo-zabierze-pol-pensji-zaskakujacy-sondaz-aa-6a2a-4AgD-dYqF.html

Ze względu na to że ludzie na wsi są względnie rozproszeni, prywatnym przedsiębiorcom nie opłaca się organizować komunikacji dla takich osób do większych ośrodków. Tutaj znowu mogłoby wkroczyć państwo, które zamiast zamykać kolejne linie dla pociągów (między innymi ze względu na zmniejszenie liczby torów i kursów pociągów, w Polsce liczba pasażerów spadła z 951 milionów w 1989 do 310,3 milionów w 2018 roku) [Karol Trammer “Ostre Cięcie, jak niszczono polską kolej?” str. 9] mogłoby przyczynić się do wzrostu popularności kolei i dzięki temu umożliwić tym ludziom pracę. To co nieopłacalne dla pojedynczego przedsiębiorcy jest opłacalne dla całego społeczeństwa […]

Źródło: https://obserwatorgospodarczy.pl/komentarze-i-analizy/2000-historia-pokazal-ze-podatki-i-panstwo-moga-miec-olbrzymi-wplyw-na-rozwoj-gospodarczy


07Kwi21

Krzysztof Żuk umie powiedzieć wszystko i podpisać też umie wszystko. W podpisywaniu można go spokojnie porównać z Andrzejem Dudą. W Lublinie mamy swojego „długopisa”. Prezydent Lublina powie, że Lublin jest zielony pomimo tego, że wycina w nim drzewa. Powie, że komunikacja miejska jest świetna, pomimo tego, że kursów jest mniej niż w wakacje 2019 r.

To oznacza, że w miejsce samochodów osobowych większe znaczenie będzie odgrywała komunikacja zbiorowa, rower i inne alternatywne środki transportu, jak samochody autonomiczne czy też w przypadku młodych mieszkańców hulajnogi elektryczne.

Proste pytanie: jak wygląda zestawienie % udziału podróży danego typu w transporcie miejskim na przestrzeni lat.
Weźmy ostatnie 3-5 lat, jaki % podróży w Lublinie stanowią podróże: autobusem, samochodem, pieszo, rowerem, skuterem.
Wtedy będziemy znali odpowiedź co Krzysztof Żuk faktycznie robi oprócz mówienia tego, co ludzie chcieliby usłyszeć. Bo póki co działania są niewspółmierne do zakładanych celów.
Krzysztof Żuk powie, że we wszystkich należytych obszarach podejmuje działania, ale nie powie, że są to działania wybiórcze lub że nie przynoszą efektów.

Wkrótce będziemy mieć siedem węzłów przesiadkowych na obrzeżach miasta, gdzie można zostawić swój samochód i pojechać dalej komunikacją miejską czy rowerem.

Na parkingach P&R gdzie jest kilkanaście miejsc zostawi swoje auta kilkadziesiąt tysięcy osób wjeżdżających do Lublina z danego kierunku? Pojadą komunikacją miejską, która kursuje zbyt rzadko? Pojadą rowerem po rozrzuconych po mieście drogach rowerowych, po ulicach, po których boją się jeździć?

Zrobiłem to zresztą sam. Z pętli do ratusza własnym samochodem dotarłem w 12 minut.

Potwierdziłem to osobiście, jadąc swoim prywatnym samochodem.

Krzysztof Żuk sam też sprawdził, że Straż Miejska nie wlepia mandatów, gdy ktoś zaparkuje nielegalnie na ul. Lubartowskiej.

Bo kiedy w mieście mamy konkurencję między autem osobowym a komunikacją publiczną, to oczywistym jest dla mnie, że musi wygrać komunikacja zbiorowa.

Czas przejazdu może i faktycznie jest krótki, ale kursów też musi być dużo.

Straszny jest ten artykuł. Krzysztof Żuk rewelacyjnie opanował sztukę PRu, wszystko robi, wszystko jest na dobrej drodze. Tylko skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Źródło: https://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,26936270,supermiasta-prezydent-lublin-bedzie-smart-a-komunikacja.html


[…] A jakie musiałoby być to miasto, aby w nim zostać? […]

Zofia i Oskar Hansenowie zaprojektowali w Lublinie osiedle marzeń – bez ruchu kołowego, z zielenią komponowaną, kultowymi dziś placami zabaw i małymi, funkcjonalnymi mieszkaniami o dużych oknach. Zastosowanie wielkiej płyty w masowym budownictwie mieszkaniowym lat 70. obniżyło standard mieszkań, ale przyśpieszyło budowę osiedli, które nadal projektowano kompleksowo. Projekty obejmowały urządzenie całej przestrzeni osiedla pod względem użytkowym i estetycznym. Na osiedlu lokowano podstawowe usługi – szkołę, przedszkole, żłobek, ośrodek zdrowia, sklepy, warsztaty rzemieślnicze, bibliotekę, dom kultury.

Na nowych osiedlach dzieci kopią piłkę na parkingach zastawionych samochodami. Place zabaw mają wielkość znaczka pocztowego, a siedząc przy stole, widzisz, co sąsiad je na obiad. Staruszkowie nie opuszczają mieszkań, bo nie ma ławek, na których można przysiąść i pogawędzić z sąsiadką.

[…] drzewa dają cień, produkują tlen, oczyszczają i ochładzają powietrze. Dlaczego więc masowo usuwa się duże drzewa z przestrzeni miejskich?

Turystów nie uda się przyciągnąć do nas grającą fontanną, bo na świecie są większe i bardziej kolorowe.

Turystów nie, ale mieszkańcy tłumnie udawali się w łikendy na Plac Litewski w dzień i w nocy. Pewnie dlatego też, że na ich osiedlach nie ma ani fontanny, ani pokazów multimedialnych, może w ogóle nie ma niczego ciekawego. Natomiast stać ich (w ogóle mogą wpaść na taki pomysł) na przyjazd do centrum na spacer.
Może nie trzeba było tak drogiej fontanny z takimi wodotryskami i bajerami, bo ludzie i tak po prostu łakną nowej przestrzeni, równych chodników, miejsca w którym można się spotkać, gdzie można się przejść.

Źródło: https://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,26945219,lublin-2040-tylko-powrot-do-wspolnotowosci-ocali-miasta-zacznijmy.html

Tekst ciekawy i poruszający bardzo ważną cechę miasta/społeczności „wspólnotę”. Od jakiegoś czasu pulsuje we mnie przekonanie, że jeśli chcemy zmiany potrzebujemy się organizować i przejmować władzę. Potrzebujemy więcej osób angażujących się.

Wspólnota, która się samoorganizuje może przeciwdziałać wykluczeniu, może ratować w sytuacji kryzysowej. W Lublinie tej wspólnoty nie było chociażby w sytuacji nielegalnych eksmisji na bruk, które działy się na zlecenie Urzędu Miasta Lublin. To społecznicy i aktywistki przyszły na ratunek potrzebującym, z różnych względów więzi sąsiedzkie nie zadziałały (nie było ich lub może zabrakło kompetencji do tego, by stanąć okoniem i przeciwstawić się komornikowi).


Przeromantyzowanie to jest coś co powinno się leczyć. Idealizowanie drugiej osoby czy związku, brak świadomości, że związek to jest staranie się o siebie, że nasz wysiłek nie kończy się na randkach, że później też trzeba dawać coś z siebie, żeby ta druga osoba czuła, że jest ważna w naszym życiu, że nam na niej zależy.

Jest w Polsce dużo typów domów, z których osoba wychodzi stęskniona bliskości i miłości – I co ona robi? Marzy. Wymyśla, że gdy już założy rodzinę, to jej dom będzie zupełnie inny. Że ona będzie inna niż rodzice, a jej partner/ka będzie inny niż jej ojciec/matka: będzie mnie rozumiał, kochał, wiedział, co mi jest potrzebne.

Takie marzenia, zdaniem Katarzyny Miller, mogą być bardzo niebezpieczne, bo prowadzą do idealizacji zarówno partnera, jak i samej wizji związku. I nawet jeśli sam początek relacji jest taki, jak w marzeniach, to jednak kolejne lata przynoszą rozczarowanie.

– Zawsze powtarzam: […] romantyczna miłość jest na troszkę, na krótko. A wy marzycie o niej na całe życie. Jeśli wyobrażacie sobie, że tak będzie wyglądało całe życie, to zawsze przegracie – podkreśla Katarzyna Miller.

Źródło: https://urodazycia.pl/psychologia/katarzyna-miller-psychoterapeutka-kobiety-ktore-mialy-trudne-dziecinstwo-nie-umieja-w-doroslosci-kochac-6426-r22/




Kategorie

Archiwum