More importantly, how many of us would sell our services so cheaply if it were not for the threat of hunger? When we sell our services cheaply, we enrich others, those who own the factories, the machines and the lands, and ultimately own the people who work for them. For those who depend on the availability of cheap labour, hunger is the foundation of their wealth.

The non-governmental organization Free the Slaves defines slaves as people who are not allowed to walk away from their jobs. It estimates that there are about 27 million slaves in the world, including those who are literally locked into workrooms and held as bonded labourers in South Asia. However, they do not include people who might be described as slaves to hunger, that is, those who are free to walk away from their jobs but have nothing better to go to. Maybe most people who work are slaves to hunger?

Mamy sytuacje, w których praca zarobkowa i pensja z niej nie wystarcza na pokrycie wszystkich potrzeb do kolejnej wypłaty i przymus szukania dodatkowych źródeł dochodu. Taka sytuacja nie raz przyczyniła się do zgonu osób, które fizycznie nie są w stanie sprostać takim warunkom.
Uprzywilejowanym zwykle zależy na tym, by utrzymać swój status i zrobią (zrobimy?) bardzo wiele, żeby utrzymać dany poziom życia. Korporacje i bogacze z pewnością cieszą się z zysków, pomiając warunki w jakich powstaje praca.

Źródło: https://archive.ph/UQJBl#selection-459.0-459.28

We sometimes talk about hunger in the world as if it were a scourge that all of us want to see abolished, viewing it as comparable with the plague or aids. But that naïve view prevents us from coming to grips with what causes and sustains hunger. Hunger has great positive value to many people. Indeed, it is fundamental to the working of the world’s economy. Hungry people are the most productive people, especially where there is a need for manual labour.

We in developed countries sometimes see poor people by the roadside holding up signs saying „Will Work for Food”. Actually, most people work for food. It is mainly because people need food to survive that they work so hard either in producing food for themselves in subsistence-level production, or by selling their services to others in exchange for money. How many of us would sell our services if it were not for the threat of hunger?

More importantly, how many of us would sell our services so cheaply if it were not for the threat of hunger? When we sell our services cheaply, we enrich others, those who own the factories, the machines and the lands, and ultimately own the people who work for them. For those who depend on the availability of cheap labour, hunger is the foundation of their wealth.

The conventional thinking is that hunger is caused by low-paying jobs. For example, an article reports on „Brazil’s ethanol slaves: 200,000 migrant sugar cutters who prop up renewable energy boom”.1 While it is true that hunger is caused by low-paying jobs, we need to understand that hunger at the same time causes low-paying jobs to be created. Who would have established massive biofuel production operations in Brazil if they did not know there were thousands of hungry people desperate enough to take the awful jobs they would offer? Who would build any sort of factory if they did not know that many people would be available to take the jobs at low-pay rates?

Much of the hunger literature talks about how it is important to assure that people are well fed so that they can be more productive. That is nonsense. No one works harder than hungry people. Yes, people who are well nourished have greater capacity for productive physical activity, but well-nourished people are far less willing to do that work.

The non-governmental organization Free the Slaves defines slaves as people who are not allowed to walk away from their jobs. It estimates that there are about 27 million slaves in the world,2 including those who are literally locked into workrooms and held as bonded labourers in South Asia. However, they do not include people who might be described as slaves to hunger, that is, those who are free to walk away from their jobs but have nothing better to go to. Maybe most people who work are slaves to hunger?

For those of us at the high end of the social ladder, ending hunger globally would be a disaster. If there were no hunger in the world, who would plow the fields? Who would harvest our vegetables? Who would work in the rendering plants? Who would clean our toilets? We would have to produce our own food and clean our own toilets. No wonder people at the high end are not rushing to solve the hunger problem. For many of us, hunger is not a problem, but an asset.

Notes 1 Tom Phillipps, „Brazil’s ethanol slaves: 200,000 migrant sugar cutters who prop up renewable energy boom”. The Guardian. Online, 9 March 2007.http://environment.guardian.co.uk/energy/story/0,,2030144,00.html
2 Free the Slaves. Online, 2007. http://www.freetheslaves.net/


Wielu czytelników jest zszokowanych tym, że w obliczu tak wysokiej inflacji, media (nie tylko Wyborcza) publikują lamenty grup często wysoko uprzywilejowanych, a prawie zawsze nie tych najbiedniejszych. A przecież tyle się mówi, że „inflacja to podatek biednych”. Tymczasem w mediach jest dramatyczny opis Pawła, który musi się tak poświęcić, że aż zrezygnował z wakacji na Seszelach i musi, biedaczyna, lecieć tylko do tej „plebejskiej” Turcji.

Dlaczego więc pojawia się opis Pawła, a nie samotnej matki z dziećmi, która nie ma na ogrzewanie? Ano dlatego, że to Pawły tego świata są klasą panującą. Nie, nie w sensie wydawania poleceń dziennikarzom. W sensie mindsetu. To los Pawła, jego rodziny jako los wielkomiejskich libków jest dominującą ideą, która zagnieździła się w głowie. To jest wzorzec, wedle którego oceniamy rzeczywistość.

Ale to jeszcze nie wszystko. W ostatnim numerze Nowego Obywatela ukazał się artykuł o tym, że nie tylko media piszą głównie o klasie średniej, ale że redakcje światowe składają się głównie z klasy średniej. Bliższa koszula ciału, więc nie dziwne, że takim dziennikarzom łatwiej jest opisywać dramaty kogoś, kto ma kredyt niż kogoś, kto ma lichwiarską pożyczkę. Przy czym nie chodzi tutaj tylko o zarobki (u dziennikarzy niskie), ale przede wszystkim o inne kapitały, jak na przykład kapitał kulturowy. Nawet jeśli dziennikarz pochodzi ze wsi, to jednak bardzo szybko, jako aspirujący inteligent, porzuca tę klasę, by pisać o problemach znanych jemu i jego znajomym z pracy. Dlatego kredyty frankowe były wałkowane tak, jak gdyby miała je połowa Polaków. Dlatego największy problem medialny do teraz kredyty złotówkowe, które ma całe 15% społeczeństwa. Tak, tylko 15%, a wydaje się, że ma je każdy. Nowy Ład, który pogarszał sytuacje kilku procent najbogatszych, a dla reszty był korzystny albo obojętny, przedstawiany był jako zabranie niemal wszystkim.

Źródło: https://galopujacymajor.wordpress.com/2022/07/01/pawel-ma-mieszkanie-200-metrow-potrzebuje-kuratora-portfela-i-wlasnie-wystawia-pomnik-marksowi/


Gdy słucham o warunkach głosowania w USA to chce mi się promować głosowanie w Polsce, bo mamy tak łatwo/dobrze. Wow! W USA wybory chyba nie są powszechne skoro jest tyle możliwości utraty możliwości oddania głosowania.

Źródło: https://soundcloud.com/user-992429102/podkast-amerykanski-odc-3-610


[…] Fala upałów, z którą teraz mamy do czynienia, przy tak mocno nagrzewającej się, niezacienionej przestrzeni jest niebezpieczna, można wręcz powiedzieć śmiertelnie niebezpieczna, szczególnie dla trzech grup mieszkańców: dzieci, osób starszych oraz kobiet w ciąży.

Oprócz niebezpieczeństwa spowodowanego falą upałów taka przestrzeń zwiększa także inne ryzyko: powodzi błyskawicznej (z ang. flash flood). Powódź błyskawiczna to rodzaj powodzi związanej z szybkim zalaniem nisko położonych obszarów przez nawalne opady deszczu spowodowane zazwyczaj przez burzę lub przez kilka burz. Takie powodzie są coraz bardziej prawdopodobne, bo mamy w Polsce coraz częściej występujące opady katastrofalne, w których spada od 70 do 100 mm wody w ciągu doby. To wielokrotnie więcej, niż wynosi średnia miesięczna.

W tej chwili deszcze są rzadsze i bardziej gwałtowne i jeżeli taki gwałtowny deszcz spadnie raz w tygodniu lub rzadziej, to ta woda, zwłaszcza w mieście, zwłaszcza w zabetonowanym, nie ma gdzie odpłynąć. […] Z drugiej strony tej wody nie zatrzymujemy, więc szybko odpływa do rzek, a później do Bałtyku. Nie zasila w ten sposób systemu hydrologicznego kraju. Stąd od ponad dekad mamy w Polsce permanentną suszę letnią.

Za 3-4 lata władze miasta będą zrywały ten beton i przywraca naturalny wygląd i bardzo ciekawe, kto za to zapłaci.

Radom był jednym z pierwszych miast w Polsce, które kompleksowo zajęło się problemem spowolnienia spływu wód deszczowych jako przystosowanie do zmian klimatu.

Drugim powodem jest brak edukacji klimatycznej, ale również i ekologicznej. Nie ma w nas szacunku dla przyrody i wciąż wydaje nam się, że to, co zrobił człowiek jest lepsze niż to, co przyroda sama stworzyła. To kompletnie inaczej niż w krajach lepiej od nas rozwiniętych. Unia Europejska też mówi: nauczmy się ufać naturze i bazujmy na rozwiązaniach opartych o przyrodę.

Źródło: https://300gospodarka.pl/wywiady/polska-betonoza-szkodzi-mieszkancom-wywiad-z-prof-zbigniewem-karaczunem-z-sggw


Jeśli ktoś marzy o starciu dwóch armii niczym z Tolkiena, to podaje pomocną dłoń Kaczyńskiemu. Dla PiS walka na kilku frontach będzie trudniejsza niż na jednym – powiedział Adrian Zandberg, poseł klubu Lewicy.

Jest natomiast coś krępującego w tym, że posłowie małej partii Razem są w stanie skutecznie nacisnąć na Orlen [żeby paliwo było tańsze], a premier rządu – nie.

Francja postawiła na energetykę jądrową i dzięki temu kontroluje sytuację w dużo większym stopniu niż my, uzależnieni od kopalin.

Opozycja jest różnorodna. Dzięki temu władza ma przed sobą walkę na kilka frontów, a walka na kilka frontów jest trudniejsza niż na jednym. To zresztą niedawno w przypływie szczerości przyznał sekretarz generalny PiS-u. Na Nowogrodzkiej marzą o jednej liście opozycji, bo wiedzą, jak sobie z nią poradzić.

Prezes Kaczyński mówi o układzie deweloperskim, który blokuje zmiany. To trafna diagnoza?

Kimże jestem, by ją podważać? Jeśli tak jest, to ten układ zakorzenił się też w PiS, bo kilka tygodni temu, gdy zgłosiłem poprawkę zwiększającą limit wydatków na budownictwo społeczne – chodziło o dodatkowy miliard złotych – to klub PiS zagłosował przeciw. Wcześniej na posiedzeniu komisji przedstawiciel ministerstwa przyznał, że to dobre rozwiązanie, że on by je poparł, ale mu zabroniono.

To dziwaczne, że za drogi dla samochodów płacimy z publicznych pieniędzy, a w sprawie dachu nad głową dla ludzi państwo umywa ręce i mówi: to nie moja odpowiedzialność. A to przecież podstawowa ludzka potrzeba. Racjonalną metodą jej zaspokojenia jest społeczne budownictwo czynszowe.

Mamy jeden z najniższych w Europie podatków korporacyjnych. Duży biznes ma w Polsce eldorado.

To, że budżet państwa wisi na opodatkowaniu pracy i konsumpcji, a kapitał i zyski są niemal nieopodatkowane – to patologia.

Źródło: https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/8481298,zandberg-lewica-wybory-pis-jedna-lista.html




Kategorie

Archiwum