Zima ustąpiła, więc udało mi się.
Uważam to za swoje osiągnięcie. W trakcie całej zimy miałem jeden dzień załamania, kiedy to w grudniu zima zaatakowała mrozem i kupą śniegu. Dałem spokój, pojechałem autobusem, by po pracy kupić opony.
Poza uroczystościami, na które dotrzeć miałem w stroju galowym oraz wyjściom do barów dojeżdżałem rowerem do pracy i innych miejsc docelowych. W gruncie rzeczy jeżdżę nieprzerwanie od końca stycznia 2010 roku.
Nie było to ani łatwe, ani przyjemne, ale zimą chyba nikt nie ma lekko w mieście. Wielokrotnie marzły mi ręce (muszę dokupić drugą parę dwupalczastą). Zmiana opon na szersze z bieżnikiem dała naprawdę wiele. Ubieranie wielu warstw nie jest przyjemne. Czasem się spociłem.
Mój rower – singiel (bez przerzutek, z wolnobiegiem) – ucierpiał minimalnie bardziej niż zwykle. Nie umiem lub raczej nie chce mi się o niego dbać, wiec czy lato, czy zima i tak jest zaniedbany, ale jeździ. Rudy łańcuch i rama w okół napędu to standardowy widok. Jedyna zmiana to dodatkowy halapak i zwykłe pedały, by móc jeździć w zwykłych zimowych butach.
Zdrowie – jeśli o nie chodzi – zobaczymy czy kolana będą w pełni sprawne w przyszłości. Od kilku lat noszę opaski elastyczne z filcem na tę część ciała. Czułem bóle w zimie chodząc, wykluczam rower jako przyczynę tego stanu rzeczy, gdyż problemy te zaczęły się przed jazdą rowerem w trudnych warunkach. Podobnie ze stanem gardła.
Dokonałem tego i cieszy mnie to. Ciepły sezon witam bardzo ciepło, a czy następną zimę przejadę tego nie wiem, zobaczę.
PS (15I2012) do jazdy w lesie ważne by mieć jak najszersze opony z bieżnikiem (np. klockami).
PS (3II2012)
Dwie czapki, jedna zwykła gęstymi nićmi czyta, druga z lumpexu, rowerowa trochę od wiatru chroni.
Kurtka przeciwdeszczowa, bardzo cienka, chroni od wiatru, koszulka + 3 lekkie bluzy, usztywniacze na nadgarstki.
Kalesony, spodnie, ocieplacze z filcem na kolana.
Buty rowerowe letnie, ocieplacze dość tanie na nie.
Rękawiczki zimowe, dwupalczaste z marketu, i najcieńsze jakie mam rękawiczki zwykłe.
Zimno tylko w twarz, ale po 3-4km już nie doskwiera.

Gratuluję! Ja również całą zimę przejeździłem i tak samo jak Ty w grudniu podczas tego dużego ataku zimy wolałem zrezygnować bo po prostu samobójcą nie jestem. Ogólnie w Krakowie nie było tak źle jeśli chodzi o jazdę. Cieszy mnie wiosna i piękna pogoda ale będę tęsknił za pustymi ściażkami rowerowymi :)
W Lublinie też nie miałem na co narzekać, czasem tylko trąbili na mnie jak wolno jechałem blisko środka pasa, ale jak skraj był zawalony śniegiem… :]
[...] mogę rzec po wpisie Przejechałem zimę rowerem… mam coraz więcej dobrych ubrań. Patent z ogromnym chlapakiem się sprawdza [...]